newsletter
Artykuły
wydarzenia
Orgatec
23 październik 2012 / Targi

Największe w europie targi mebli, akustyki, oświetlenia, techniki i wykładzin do biura

Gabinet - azyl bossa

Tekst: Maciej Markowski


Z dziesiątek firm, które odwiedziliśmy, tworząc nasze case study, raptem kilku prezesów zgodziło się na sfotografowanie gabinetów, ale nawet oni niechętni byli publikacji tych zdjęć. Nie na „ciekawostkach i luksusie” chcemy się jednak skupić, ale zastanowić się, co zrobić, by gabinet w jak największym stopniu pomógł firmie w skutecznym funkcjonowaniu.


Prestiż
Historia gabinetów sięga renesansu – wśród włoskiej szlachty upowszechnił się zwyczaj posiadania pomieszczenia do pracy i przechowywania ksiąg. Z Włoch idea przywędrowała do Francji (stąd dzisiejsza nazwa „cabinet”), gdzie gabinety traktowano jako męski odpowiednik kobiecych buduarów. Gdy wreszcie idea ta trafiła do Anglii w połowie XVII wieku, traktowana była z wrogością jako „cudzoziemskie fanaberie”. Ciekawsze od wędrówki tej idei są jej zmiany w ciągu stuleci. Już na XVI-wiecznych rycinach możemy zobaczyć typowe umeblowanie gabinetu: stół z blatem odpowiednim do pisania, krzesło, może podnóżek, regały, stolik, inspirujący obraz na ścianie… To wypracowany przez lata skuteczny model czy przestarzała idea, którą należałoby zmienić?
Tak jak włoskiemu szlachcicowi, tak i dzisiejszemu menadżerowi gabinet dodaje prestiżu. Jest formą nagrody i podkreśla pozycję. Prezes nie musi zaznaczać swojego statusu, więc po co w jego gabinecie lepsze meble? Każdy prezes powtarzał nam: mój gabinet to wizytówka firmy, podkreśla jej solidność i sukces.


Najbardziej spektakularne gabinety mają prezesi firm, którzy są jednocześnie ich właścicielami. Krzysztof Kalicki, właściciel firmy Kolporter, ma w swoim gabinecie olbrzymie akwarium. Kiedyś pływał w nim metrowy rekin – ryba, która może oddychać tylko w ruchu, symbolizowała dynamikę firmy. Dziś, ze względu na częste choroby pierwszego lokatora, akwarium zamieszkują piranie. Gabinet prezesa PKO BP Zbigniewa Jagiełły zdobi rycerska zbroja, a biuro Andrzeja Walczaka, jednego z właścicieli firmy Atlas, jest pełne dzieł sztuki, pamiątek z podróży i klasycznych mebli znanych projektantów. Tego rodzaju wnętrza z pewnością robią wrażenie na gościach, jednak jak wynika z naszego wywiadu, najczęściej prezesi traktują gabinety jako swoją prywatną przestrzeń i nieczęsto prowadzą w nich spotkania. Do gabinetu zapraszani są zaufani współpracownicy, ewentualnie ważni partnerzy na najbardziej istotne rozmowy.

Ideologia
Inaczej rzecz się ma w zachodnich korporacjach. Gabinet prezesa zwyczajowo jest tylko nieznacznie drożej urządzony niż pokoje pracowników. Tu ważna jest spójność z wartościami firmy, takimi jak praca zespołowa, demokracja itp. Gabinet nie może zanadto odstawać, a czasem w ogóle go nie ma. Jak można przeczytać w jednym z ostatnich wydań magazynu „Forbes”: „Według Boba Whitmana w ostatnim czasie istnieje trend skromniejszego i bezpretensjonalnego wyposażenia. (…) spośród 20 gabinetów prezesów, jakie odwiedził, może dwa z nich miały osobisty charakter”.
Prezes jednego z francuskich banków, z którym ostatnio rozmawialiśmy, powiedział nam, że póki nie wymieni mebli pracownikom, nie ruszy ich też w swoim gabinecie. Dyrektor generalny Mars Polska, Jarosław Świgulski, siedzi w przestrzeni open space, oddzielony od swoich pracowników zaledwie kilkoma donicami, a dyrektor generalny Danone Polska urzęduje w swoim ulubionym dziale (marketingu) oddzielony zaledwie rzędem szafek.


Kevin Hartz, prezes amerykańskiej firmy Eventbrite, siedzi po prostu wśród swoich pracowników. Podobnie Wojciech Sobieraj, prezes Alior Banku. Takie decyzje robią wrażenie i budzą sympatię pracowników. Czasem jednak nie przekładają się na wydajność pracy prezesa. Musi mieć możliwość odizolowania się, przemyślenia najważniejszych założeń, opracowania strategii. Jak można przeczytać w „Harvard Business Review”: „Prezes to jedyna osoba, która ma pełny wgląd zarówno we wnętrze firmy, jak i w jej rynkowe otoczenie”.

Funkcjonalność!
I właśnie jedynym, naprawdę dobrym powodem posiadania gabinetu jest funkcjonalność. Bogusz Parzyszek, właściciel firmy OFCO i redaktor naczelny tego miesięcznika, nie wyobraża sobie pracy wyłącznie w open space: „Próbowałem siedzieć razem z moimi współpracownikami, ale to się nie sprawdzało. Byłem zasypywany pytaniami i nie miałem szansy, by zająć się przemyśleniem strategii firmy. Nie mam de facto gabinetu, ale gdy jestem w biurze, dużo czasu spędzam w naszym pokoju do samodzielnej pracy. Pracownicy oczywiście już nie nazywają go inaczej niż »gabinet prezesa« (śmiech)”.
Dla wielu pracujących po kilkanaście godzin biznesmenów, gabinet jest po prostu domem – musi być źródłem komfortu i relaksu. Funkcjonowanie na najwyższych obrotach przez tyle czasu jest niemożliwe bez odpowiedniego wypoczynku, otoczenia, w którym człowiek czuje się dobrze i nawet może uciąć sobie drzemkę.


Gabinet prezesa może też pomóc w wykreowaniu wizerunku firmy, wprowadzeniu nowej kultury. Usunięcie bibelotów z urządzonego imperialistycznie gabinetu i wprowadzenie surowego designu może przekazać informację „chcemy być nowocześni”, a umieszczenie zdjęć pracowników zasygnalizuje, że „są dla nas najważniejsi”. Na pewno gabinet da się tak urządzić, aby pogodzić te wszystkie racje. W naszym miesięczniku zawsze powtarzamy, że inwestycja w dobre miejsce pracy szybko się zwraca. Zwłaszcza, gdy jest to miejsce pracy prezesa…

Dodaj komentarz

Autor *
E-mail
Komentarz *
Dodaj 2 do 1 *