Tekst: Monika Pytkowska
Zmiany ustrojowe z 1989 roku przerywają pięćdziesiąt lat milczenia, oznajmiając wszem i wobec, że biuro ma sens. Pośpiesznie zmienia się środowisko pracy, podejście do pracowników i architektura obiektów biurowych. Zniesienie wielu ograniczeń COCOM, a w związku z tym gwałtowna komputeryzacja i zwiększenie efektywności pracy – to tylko niektóre z elementów nowego biura, którego rozwój coraz szybciej podąża za zachodnimi standardami. Dagmara Szwaj – koordynator programu Zdrowe Biuro – podsumowuje wpływ sytuacji biura PRL-u na jego współczesne działanie: „Z tego okresu pozostał nam obraz urzędnika, który przychodzi do pracy, pije kawę, herbatę, porozmawia, poprzekłada dokumenty i idzie do domu. Po zmianach gospodarczych w 1989 roku takich mamy coraz mniej.”O skali polskiej metamorfozy świadczy doniesienie Państwowej Inspekcji Pracy o 3 milionach nowych przedsiębiorstw powstałych po 1990 roku. Niektóre z nich bankrutują tak szybko, jak rozbłysły, inne rozpadają się lub łączą (wiele z nich zatrudnia zaledwie po kilka, kilkanaście osób), lecz grono pozostaje, utrzymując swoją markę po dzień dzisiejszy. Przeciwny biegun zajmują olbrzymie, stopniowo rozdrabniane kombinaty socjalistyczne. Maciej Złowodzki udowadnia, że sytuacja Polski po roku 1990 przypomina tę z Europy Zachodniej sprzed 40 lat. „W dziedzinie biur doszło najpierw do upadku większości dużych instytucji resortowych i branżowych. Pozostałe usamodzielniły się, przekształcając się głównie w spółki akcyjne. Równolegle pozostało sporo niewielkich, czasem paroosobowych firm, studiów, pracowni, które podlegają następującemu procesowi koncentracji i rozbudowy. Sytuacja ta rzutuje w oczywisty sposób na polski rynek nieruchomości (inwestycji, kupna i wynajmu).”
O szeroko pojętym boomie świadczy również pojawienie się na rynku wielu firm związanych z umeblowaniem i wyposażeniem biur, zarówno tych zagranicznych, jak i rodzimych. Antonio Ciarma, prezes A&A Contracting mówi o pierwszych targach meblowych już w latach 1991-92. Zaznacza, że działalność w Polsce rozpoczyna się od spotęgowanej produkcji, deficytowych do tej pory, ekskluzywnych mebli gabinetowych. W tym czasie do Polski dociera również działająca w Europie od lat 40. firma Kinnarps, Steelcase, BALMA, Allmendinger i wiele innych. Jak zaznacza pani Jolanta Szczypiorska (z firmy Marro), duże znaczenie odgrywają korporacje skandynawskie: niestety już nieistniejąca szwedzka TUA, fińska firma ASKO (po 1996 roku wykupiona przez EFG) i Martela.
Lata 90. rozpoczynają się pod znakiem komputera. Monotonne czynności zastępują maszyny, praca podlega stałej synchronizacji, funkcje pomieszczeń ulegają zmianie, a dawne „skanseny” biurowe domagają się nowego designu. Z pecetem chętnie zaprzyjaźniają się architekci, bez sentymentów opuszczając olbrzymie stoły kreślarskie. Profesor Stefan Kuryłowicz (APA Kuryłowicz & Associates) komentuje zmiany organizacji pracy w swoim biurze: „Z technikami komputerowymi zetknęliśmy się wcześniej, w końcówce lat osiemdziesiątych. Proces przejścia z rysowania ręcznego na systemy CAD trwał 2-3 lata i nie wywoływał emocji. Był naturalnym procesem zmiany narzędzia pracy. W roku 1992 byliśmy pracownią niemal w całości skomputeryzowaną.”
Oczywiście początki nie zawsze malują się kolorowo. Większość budynków, niedostosowana do osiągnięć techniki, przeżywa lata układów prowizorycznych. „Wypada wspomnieć o finezji pracy z przeraźliwie wolnymi maszynami – zdarzało mi się grywać na kilku klawiaturach, jeżdżąc pomiędzy nimi na krześle… Sprawne rolki w nogach krzeseł biurowych były równie ważne, jak umowy z sąsiadami w sprawie ograniczenia używania piecyków elektrycznych domowej produkcji – jako firma, staliśmy się prądozależni…” – wspomina początki pracy z użyciem komputera dr Stanisław Beniowski.
Niepohamowany rozwój biura we wszystkich kierunkach, kusi podjęciem drogi na skróty. Pomijając analizy indywidualnych uwarunkowań Polski, a przede wszystkim błędów, które sąsiedzi już popełnili, biuro w zachwycie nad własną nowoczesnością niepostrzeżenie osiąga poziom rozwoju Europy Zachodniej z lat 50. „Były tam one impulsem do podejmowania działań zmierzających do poddania kontroli i skanalizowania żywiołowego rozrostu biur i genezą wielu operacji urbanistycznych, mających uchronić strefy śródmiejskie od niekorzystnych przeformułowań przestrzennych (tzw. manhattanizacja) i funkcjonalnych (wypieranie innych funkcji ze stref centralnych, głównie mieszkalnictwa, i tworzenie gett biurowo-handlowo-hotelowych)” /wyniki badań naukowców Politechniki Krakowskiej, „Czasopismo Techniczne” 1A/1998, r. 1995/.
Rynek inwestycyjny wyraźnie dzieli się na kategorie wynajmu powierzchni biurowych, przebudowy istniejących budynków, i dopiero na końcu – budowy konkretnych obiektów. Jeśli chodzi o wynajem, pomimo wciąż nieproporcjonalnie wysokich cen, laury zbiera Warszawa. Nie tylko atrybuty stolicy zwyciężają – równie ważny jest uregulowany stan własności gruntów. Budowa biur do wynajęcia i centrów biznesu sięga szczytów popularności. Przy słabo zaawansowanej strukturze technicznej, biuro jest wynajęte jeszcze przed zbudowaniem. Kurczące się zasoby powierzchni i wciąż horrendalnie wysokie ceny kupna (porównywalne do Zachodnich) przy niskich zarobkach debiutujących przedsiębiorstw, pobudzają do poszukiwań obszarów o dużym potencjale. Wytypowana zostaje południowo-zachodnia część wzdłuż Alei Jerozolimskich, jako dość bliska centrum, wystarczająco tania i korzystniejsza środowiskowo. Pozostałe biurowe top-przestrzenie wciąż należą do Warszawy, pomimo trzeciego miejsca w rankingu najdroższych miast świata z 1994 roku. Cena wynajmu metra kwadratowego powierzchni biurowej wynosiła wtedy 60$ miesięcznie. Inne miasta, ciągle blokowane nieustalonymi własnościami gruntowymi, nie są w stanie zapewnić rodzącym się firmom warunków lokalowych. W zamian oferują przebudowy lub adaptacje budynków mieszkalnych i kamienic na biura. Zgody na taką zamianę funkcji wydaje nadzór budowlany, co nie podlega żadnej kontroli urbanistycznej. W efekcie centrum zostaje nagle pozbawione funkcji mieszkalnej.
Małe firmy, rozpaczliwie walczące o przetrwanie, zmuszone są do pracy w wieloosobowych zespołach, na bardzo małej powierzchni, lokalizowane na przystosowywanych strychach lub w suterenach. Środowisko pracy nie jest w żaden sposób projektowane ani prawnie kontrolowane – Kodeks z 1974 roku wykazuje znaczne niedostatki, jeśli chodzi o wskazania oświetleniowe, związane z wietrzeniem, czy poziomem głośności. Znacznej wielkości bezrobocie zmusza do podejmowania pracy „w każdych warunkach”.
Początkowe realizacje to proste układy korytarzowe z rzędami pomieszczeń wzdłuż dwóch boków, znane z początków XX wieku Europy Zachodniej. Takie biura określa się mianem celkowych, komórkowych lub konwencjonalnych. Jak sama nazwa wskazuje są to „cele” przeznaczone do indywidualnej pracy dyrekcji i sekretariatu lub wieloosobowych zespołów urzędników niższych rangą.
Jedynie inwestorzy międzynarodowi (banki, zakłady ubezpieczeń) wpuszczeni na grunt polski po 1989 roku, mogą pozwolić sobie na architekturę większej skali. To one – silne ekonomicznie, z ugruntowaną pozycją na Zachodzie – umożliwiają wykazanie się biurom architektonicznym i firmom wnętrzarskim.
W układach wewnętrznych rodzą się pomysły na skalę amerykańskich osiągnięć sprzed osiemdziesięciu lat. Wyburza się ścianki działowe, tworząc otwarte przestrzenie organizowane przez elastyczne i mobilne zespoły meblowe, lub charakterystyczne boksy. Antonio Ciarma mówi o „zmianach wizerunku i funkcjonowania przedsiębiorstw, a w związku z tym ilości pracowników. Firmy zgłaszają zapotrzebowanie na nowe, elastyczne produkty wyposażenia, pozwalające na dostosowanie w dowolny sposób wnętrza do aktualnych potrzeb.” Takim nowatorskim elementem, wprowadzonym na rynek polski przez firmę A&A Contracting, są szklane ścianki systemowe, kopiowane później w wielu realizacjach i w ciągle ewoluującej wersji dostępne również we współczesnej ofercie produktów. Firma Kinnarps, ASKO oraz EFG (European Furniture Group) proponują natomiast coraz bardziej skomplikowane modele krzeseł i foteli obrotowych z szeregiem regulacji, konsultowanych z ergonomistami i fizjoterapeutami. Pojawiają się stoły, przy których można siedzieć lub stać (elewatory) i stanowiska umożliwiające indywidualne przystosowanie do konkretnego pracownika.
Prestiż obiektów biurowych, projektowanych przez – liczące się coraz bardziej na rynku – polskie pracownie architektoniczne, rodzi międzymiastową konkurencję. Kumulacja sił określonej firmy w konkretnym mieście okazuje się dawać niewspółmierne korzyści: lokowanie znaczących kapitałów, powstanie luksusowych miejsc pracy, rozwój pozostałych filarów gospodarki, handlu, usług, hotelarstwa wokół… A wszystkie te czynniki kreują nową jakość życia.
Taką realizacją niewątpliwie jest nagradzana wielokrotnie, uznana przez SARP za najlepszy projekt roku 1993, siedziba Fuji Film Polska w Warszawie, Autorskiej Pracowni Architektury Stefana Kuryłowicza. O jej jakości świadczy nowatorskie rozwiązanie przestrzenne i bryła, rewolucyjnie zrywająca z tradycyjnym wizerunkiem biura. Oryginalny sześcian z wewnętrznym stalowym atrium i dachem na wzór architektury japońskiej ma symbolizować inwestora, firmę i proponowane przez nią usługi. Profesor Konrad Kucza-Kuczyński ponad analizę form budowli przedkłada inne aspekty: „Zrealizowany gmach jawi się bowiem jako jeden z pierwszych od wielu lat w Polsce budynków przemysłowo-biurowych powstałych na dobrym poziomie architektonicznym i nie zaśmiecających naszego krajobrazu. Drugim aspektem jest sprawne przygotowanie techniczne realizacji budynku (…)”
Nowoczesne biuro, bardziej już twórcze niż odtwórcze, z rozbudowanym środowiskiem pracy i samodzielnym pracownikiem, wymaga nowelizacji podstaw prawnych. Na potrzeby odpowiada X rozdział Kodeksu pracy, obiecując w imieniu kierowników i pracodawców nieszkodliwe dla zdrowia stanowiska pracy. Normą stają się szkolenia w dziedzinie BHP, instruktaże na temat prawidłowej organizacji działań oraz kursy komputerowe. „Praca biurowa straciła charakter pracy odtwórczej, stała się kreatywna i decyzyjna. Zbieranie, przetwarzanie informacji jest podstawą decyzji, prognoz, ma wpływ na obieranie kierunków rozwoju społecznego i ekonomicznego w makro- i mikroskali, przez środki przekazu kształtujące opinie społeczną, w poszczególnych firmach i na szczeblu międzypaństwowym. W coraz większym stopniu ekonomiczny postęp świata zależy od niematerialnych produktów działalności człowieka” (dr hab. Maria Konarska, prof. CIOP). Cennych wskazówek dotyczących projektowania środowisk pracy ze względu na oświetlenie, natężenie hałasu, czy wymagania, jakim powinny odpowiadać meble biurowe, udzielają Polskie Normy. Zespół Instytutu kontynuuje zapoczątkowane w latach 50. badania zjawiska stresu i innych biurowych schorzeń związanych z obciążeniem kręgosłupa, spowolnieniem procesów fizjologicznych spowodowanych brakiem aktywności fizycznej, nadmiernym hałasem i oświetleniem wywołującym zaburzenia wzroku, słuchu, lub będących silnym stresorem. Niekonwencjonalną szkodliwość pracy udowadnia Charles Gerba z Uniwersytetu w Arizonie w badaniach środowiska pracy biurowej w Nowym Jorku, Waszyngtonie, San Francisco i Oregonie, przeprowadzanych pod względem bakteriologicznym. Jak sam przyznaje, ze zdziwieniem odkrywa, iż „średnia liczba bakterii na powierzchni biurka 400 razy przekracza średnią ich ilość na typowej desce biurowego sedesu.”
Lata przełomu XX i XXI wieku, po długiej stagnacji, przekonują, że polskie słowo biuro brzmi coraz bardziej po europejsku dzięki usprawnionemu prawodawstwu i wzbogaconej wiedzy technicznej. Już nawet sama architektura broni się również poza granicami kraju. Krzysztof Mycielski, w artykule na temat siedziby firmy Pomaton EMI w Warszawie, pisze: „Pracownia Stefana Kuryłowicza (…) jako bodaj pierwsza w stolicy zrealizowała obiekty będące lokalną odpowiedzią na projekty szwajcarskich minimalistów. W przeciwieństwie do wcześniejszych dokonań tego zespołu, siedziba i magazyn firmy Pomaton pozbawione są z zewnątrz zmyślnego detalu. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, jakby projekty narysowano kilkoma kreskami.” Realizacja, porzucając konwencję, nawołuje znowuż do idei firmy – otwierające się do wewnątrz atrium pełni funkcję wejścia, jako miejsce spotkań pracownika z odwiedzającym artystą, a wystudiowane proporcje, zamiast przykuwającego wzrok detalu, ocierają się o ponadczasowość.
Projekty obiektów biurowych ostatnich kilku lat (czasem na ślepo, czasem z przemyślaną konsekwencją) poszukują rozwiązań alternatywnych, chyląc czoła wiedzy z zakresu technologii, konstrukcji, ochrony środowiska i redukcji energii, pozyskiwania nowych materiałów i nieprzewidywalnego wykorzystania istniejących przestrzeni. Łódzkie królestwo Scheiblera z ceglanymi ścianami i stalowymi fabrycznymi belkami staje się siedzibą nowoczesnego biurowca Textorial Park. Katowickie centrum biznesu przy ulicy Konduktorskiej, dzięki wyjątkowo szczelnej „skórze”, skomputeryzowanym systemom oświetlania, bateriom słonecznym i odzyskiwanej z wentylacji energii przeradza się w obiekt samowystarczalny, nie wymagający systemów ogrzewania i jednocześnie pretenduje do pierwszego miejsca na największy pasywny budynek w Europie. Niż demograficzny, generujący nową grupę pracowników w wieku ponad 50 lat, może zmienić wygodne designerskie kanapy na relaksacyjne leżanki. Sieć internetowa, która umożliwia pracę w domu lub… wszędzie?
Na przestrzeni ostatniego stulecia biurko i krzesło zmieniły swoje funkcje i estetykę. Forma pracy zanika w swojej podstawowej definicji, bo zaciera się granica między domem a biurem. Urzędnik okresu międzywojennego ze zdumieniem przeciera oczy, widząc swojego prawie sto lat młodszego kolegę biznesmena, który w jeden dzień realizuje wszystko, na co urzędnik pracował całe życie. Biurko – nieco bardziej wirtualne, wyposażone w nowoczesny system komputerowy; krzesło – wygodniejsze, wzbogacone o poduszki do krótkiej drzemki… Ale to wciąż biurko i krzesło…