Rozmawiała:
Izabela KamińskaJakie umiejętności należy posiadać, aby móc mierzyć się z takimi wyzwaniami jak projekt siedziby Google?Trzeba
być przede wszystkim dobrym słuchaczem, aby zrozumieć specyfikę kultury
korporacyjnej danej firmy. Oczywiście niezbędne są też: bogate i
różnorodne portfolio, a także doświadczenie w projektowaniu wnętrz dla
międzynarodowych przedsiębiorstw.
W nawiązaniu kontaktu z Google
pomogło nam Ghelamco-Poland, specjalizujące się między innymi w budowie
budynków biurowych. Już wcześniej wielokrotnie współpracowaliśmy z tą
firmą deweloperską, dlatego jej przedstawiciele doskonale znali nasze
zaangażowanie w każdą realizację, i zarekomendowali nas również w tym
przypadku.
Gdy okazało się, że Massive Design zaprojektuje siedzibę Google, jaki był wasz kolejny krok?Skupiliśmy
się na poznaniu firmy, na tym, czym powinna wyróżniać się jej siedziba.
Google jest zupełnie inną korporacją od tych, dla których do tej pory
pracowaliśmy, więc konieczne było poznanie jej wewnętrznych
mechanizmów. Bezcenna była nasza wizyta w Dublinie, gdzie obejrzeliśmy
główną irlandzką siedzibę. To doświadczenie uzmysłowiło nam, jakie
elementy istotne dla strategii firmy powinny się pojawić, by korporacja
mogła właściwie funkcjonować.
Czy widział pan siedziby firmy także w innych krajach? Podczas
jednej z moich prywatnych podróży odwiedziłem biura Google w Nowym
Jorku i w Chicago. Na zdjęciach w internecie obejrzałem siedzibę w
Zurychu. Każda z tych przestrzeni znajduje się w budynku o zupełnie
innym charakterze. Nowojorskie biuro to zaadaptowany ogromny
pofabryczny loft, a w Dublinie zdecydowano się na wybudowanie nowego,
bardzo nowoczesnego biurowca. Zagraniczne siedziby posiadają w swoim
wystroju także wyjątkowe elementy związane z lokalizacją, z klimatem
miejsca, w którym się znajdują. Na przykład w Szwajcarii elementami
dekoracyjnymi są akcenty dedykowane wyżynnemu pejzażowi okolic Zurychu,
kabina kolejki wysokogórskiej i narty. Jednak, mimo swej odmienności,
wszystkie siedziby Google są koherentne dzięki sprowadzeniu ich do
wspólnego mianownika – kanonu korporacyjnego.
Jak wyglądał brief Google – był pełen ograniczeń, czy też miał pan wolną rękę?Podstawowym
punktem założeń projektowych była konieczność stworzenia biura,
odwołującego się do specyficznego wizerunku korporacji, spójnego pod
tym względem z pozostałymi biurami Google na całym świecie. Jednak
pomimo kosmopolitycznej natury marki, istotne było wprowadzenie
elementów związanych z Wrocławiem.
Oczywiście wskazówki
zleceniodawców dotyczyły nie tylko wystroju wnętrz. Otrzymaliśmy też
precyzyjne wytyczne związane z układem funkcjonalnym, ilością i
wielkością stanowisk pracy, sal konferencyjnych, otwartego charakteru
biura i składających się na nie stref. Brief był bardzo szczegółowy,
jednak nie podcinał nam projektowych skrzydeł. Przeciwnie – pozwolił na
skoncentrowanie się na elementach wystroju wnętrz.
Firma Google była nietypowym klientem?Bardzo!
To był najosobliwszy i najbardziej otwarty klient, z jakim do tej pory
współpracowaliśmy. Nawet naprawdę niekonwencjonalne pomysły miały tu
szansę realizacji. Tym, co wyróżnia Google, jest także ogromna dbałość
o potrzeby pracowników.
Google
jest firmą dla której wizerunek, a co za tym idzie – także wygląd
siedziby, jest niezwykle ważny. Jak działa taka odpowiedzialność:
paraliżuje czy odwrotnie – twórczo wpływa na projekt?Nie
możemy tu mówić o jakiejś specjalnej odpowiedzialność. Troska o projekt
jest najważniejszym zadaniem projektanta podczas każdej realizacji. Nie
ma znaczenia, czy jest to projekt dla wielkiej międzynarodowej
korporacji, czy dla małej polskiej firmy.
W przypadku Google nasza
działalność była dodatkowo sterowana. W projekcie brał udział
międzynarodowy zespół specjalistów zaangażowanych w design, space plan,
w opracowanie różnych technologii. Proces projektowy opierał się na
częstych, rzeczowych telekonferencjach z ekspertami przebywającymi w
różnych państwach. Wszystkie pomysły były skrupulatnie analizowane,
każde pytanie rozpatrywano wielowątkowo. Wewnętrznym projekt managerem
firmy był Joe Borrett, który sprawował szczególną pieczę nad projektem,
kontrolował jakość i zatwierdzał kluczowe decyzje. Dzięki temu czuliśmy
się bardzo komfortowo, ponieważ odpowiedzialność, została podzielona na
członków całego zespołu.
Jaka była atmosfera podczas projektowania?Steering
committee Google, którym kierowała Anna Rajkowska, składało się tylko z
kilku osób, co zawsze pozytywnie wpływa na projekt. To była bardzo
ciekawa i twórcza praca – wszyscy nadawaliśmy na tych samych falach.
Już wstępne koncepcje zostały pozytywnie odebrane, więc proces
projektowy przebiegł dosyć szybko. Właściwie wszystkie nasze projekty,
z niewielkimi zmianami, zostały zaakceptowane.
Zawsze podkreśla pan, że najważniejszym elementem projektu jest układ przestrzenny. Jak on wygląda w tym biurze?To
struktura otwarta z wyraźnym strefowaniem, podziałem na powierzchnię
recepcyjną, konferencyjną i biurową. Przekłada się to na system pracy i
na atmosferę panującą w firmie. W przestrzeni biurowej nie ma gabinetów
w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, to open space z nielicznymi
miejscami odseparowanymi. Bardzo ważna dla firmy była wewnętrzna
integracja, co doskonale zaspokaja strefa socjalna: kuchenki, stołówka
i pomieszczenia przeznaczone do relaksu.
To miejsce wygląda imponująco, ale czy jest też funkcjonalne?Funkcjonalność
była w tym przypadku zasadniczym zagadnieniem. Układ stref, liczne sale
konferencyjne, budki telefoniczne, otwarte mikrokuchenki, wielkość i
rozmieszczenie stanowisk pracy… Elementów wpływających na efektywność i
komfort pracy w biurze nie da się tak na prawdę wyliczyć, ale
dopracowanie szczegółów było zagadnieniem kluczowym.
Czym przede wszystkim miało być to miejsce: dobrą wizytówką, czy komfortowym miejscem pracy?Projektując
siedzibę Google, staraliśmy się połączyć obie te role. Bardzo ważna
jest reakcja gości z zewnątrz, którzy odwiedzają biuro, jednak naszym
priorytetem były odczucia pracowników. Jak już wspominałem, troska o
zespół jest podstawą działania firmy. Google bardzo dużo wymaga od
pracowników, oczekuje zaangażowania i rzetelnej pracy, a równocześnie
dba o ich potrzeby i darzy ich szczególnym zaufaniem. Dlatego
nieodłącznym zagadnieniem projektowym było stworzenie miejsca
pozytywnie wpływającego na samopoczucie i komfort zatrudnionych tam
osób.
Projekt siedziby we Wrocławiu wyraża ideę nowoczesności, postępu, rozwoju… Jakimi zabiegami udało się panu to osiągnąć?Wiele
kreatywnych pomysłów wynikało z samego briefu. Google podpowiedziało
nam, w jakim kierunku należy zmierzać, aby osiągnąć taki efekt.
Oczywiście ważne było zastosowanie nietypowych wykładzin, układów w
sufitach, połączenie e-chat roomu z recepcją… Ta przestrzeń kryje
mnóstwo niestandardowych rozwiązań i każde z nich odgrywa ważną rolę.
Nie są to jakieś wyszukane i trudne formy – prostymi środkami
staraliśmy się stworzyć coś nietuzinkowego.
No
właśnie – to biuro jest miejscem wypełnionym interesującymi
rozwiązaniami. Pana głowa to prawdziwa fabryka pomysłów. Jak to działa?Projektowanie
jest moim hobby. Nie traktuję tego w kategorii pracy, tylko
przyjemności. W dodatku im dłużej projektuję, tym więcej satysfakcji mi
to sprawia. Każdy nowy pomysł rodzi kolejny. Poza tym inspirują mnie
podróże, staram się bywać w różnych miejscach, odwiedzać targi, ciekawe
wnętrza… Pewnie to przypadłość każdego kreatora – obserwuję świat z
nieco innej, projektowej perspektywy.
Massive
Design zrealizowało wiele niezwykłych projektów, w dodatku każdy z nich
cechuje świeżość i oryginalność. Czy zlecenie wykonane dla Google ma
dla was szczególne znaczenie?To jeden z pierwszych naszych
projektów, który dał nam możliwość stworzenia dużej, otwartej
przestrzeni bez zastosowania drogich i ciężkich materiałów
wykończeniowych. Okazało się, że równie ciekawe efekty, oczywiście przy
dobrej woli ze strony inwestora, można uzyskać łącząc ze sobą różne
kolory i formy w podstawowych materiach, takich jak ściany gipsowe,
grafiki i wykładziny. Firma Google pozwoliła nam wspiąć się na jak
najwyższy poziom kreatywności, pokazać, czym potrafimy zaskoczyć –
wręcz tego oczekiwała. Wiele firm nie zgodziłoby się na takie pomysły…
Czy z perspektywy czasu miło wspomina pan to zadanie? Co szczególnie pan zapamiętał?To
było niezwykłe i bardzo owocne doświadczenie. Najbardziej utkwiła mi w
pamięci wizyta w Irlandii, w siedzibie Google. Gdy siedziałem z moim
współpracownikiem Pawłem Bandoletem w poczekalni w dublińskim biurze, z
fotela obok odezwał się do nas młody człowiek, również Polak. Zapytał,
czy my również przyjechaliśmy na interview w sprawie pracy we
Wrocławiu. Okazało się, że Google, chcąc odbyć rozmowę z każdym ze
swoich przyszłych pracowników, zaprasza go do głównej siedziby w
Dublinie, pokrywając oczywiście wszelkie związane z tym koszty. To
uzmysłowiło mi, że Google to niezwykle profesjonalna marka, nie znająca
takich słów jak „kompromis”, czy „droga na skróty”.