newsletter
Plan, projekt, aranżacja
wydarzenia
Orgatec
23 październik 2012 / Targi

Największe w europie targi mebli, akustyki, oświetlenia, techniki i wykładzin do biura

Wywiad z architektem, Przemysławem Stopą

Wywiad z chief architektem firmy projektowej Massive Design, Przemysławem Stopą – kreatorem wnętrz siedziby Google we Wrocławiu

Rozmawiała: Izabela Kamińska

Jakie umiejętności należy posiadać, aby móc mierzyć się z takimi wyzwaniami jak projekt siedziby Google?
Trzeba być przede wszystkim dobrym słuchaczem, aby zrozumieć specyfikę kultury korporacyjnej danej firmy. Oczywiście niezbędne są też: bogate i różnorodne portfolio, a także doświadczenie w projektowaniu wnętrz dla międzynarodowych przedsiębiorstw.


W nawiązaniu kontaktu z Google pomogło nam Ghelamco-Poland, specjalizujące się między innymi w budowie budynków biurowych. Już wcześniej wielokrotnie współpracowaliśmy z tą firmą deweloperską, dlatego jej przedstawiciele doskonale znali nasze zaangażowanie w każdą realizację, i zarekomendowali nas również w tym przypadku.

Gdy okazało się, że Massive Design zaprojektuje siedzibę Google, jaki był wasz kolejny krok?
Skupiliśmy się na poznaniu firmy, na tym, czym powinna wyróżniać się jej siedziba. Google jest zupełnie inną korporacją od tych, dla których do tej pory pracowaliśmy, więc konieczne było poznanie jej wewnętrznych mechanizmów. Bezcenna była nasza wizyta w Dublinie, gdzie obejrzeliśmy główną irlandzką siedzibę. To doświadczenie uzmysłowiło nam, jakie elementy istotne dla strategii firmy powinny się pojawić, by korporacja mogła właściwie funkcjonować.

Czy widział pan siedziby firmy także w innych krajach?
Podczas jednej z moich prywatnych podróży odwiedziłem biura Google w Nowym Jorku i w Chicago. Na zdjęciach w internecie obejrzałem siedzibę w Zurychu. Każda z tych przestrzeni znajduje się w budynku o zupełnie innym charakterze. Nowojorskie biuro to zaadaptowany ogromny pofabryczny loft, a w Dublinie zdecydowano się na wybudowanie nowego, bardzo nowoczesnego biurowca. Zagraniczne siedziby posiadają w swoim wystroju także wyjątkowe elementy związane z lokalizacją, z klimatem miejsca, w którym się znajdują. Na przykład w Szwajcarii elementami dekoracyjnymi są akcenty dedykowane wyżynnemu pejzażowi okolic Zurychu, kabina kolejki wysokogórskiej i narty. Jednak, mimo swej odmienności, wszystkie siedziby Google są koherentne dzięki sprowadzeniu ich do wspólnego mianownika – kanonu korporacyjnego.

Jak wyglądał brief Google – był pełen ograniczeń, czy też miał pan wolną rękę?
Podstawowym punktem założeń projektowych była konieczność stworzenia biura, odwołującego się do specyficznego wizerunku korporacji, spójnego pod tym względem z pozostałymi biurami Google na całym świecie. Jednak pomimo kosmopolitycznej natury marki, istotne było wprowadzenie elementów związanych z Wrocławiem.

Oczywiście wskazówki zleceniodawców dotyczyły nie tylko wystroju wnętrz. Otrzymaliśmy też precyzyjne wytyczne związane z układem funkcjonalnym, ilością i wielkością stanowisk pracy, sal konferencyjnych, otwartego charakteru biura i składających się na nie stref. Brief był bardzo szczegółowy, jednak nie podcinał nam projektowych skrzydeł. Przeciwnie – pozwolił na skoncentrowanie się na elementach wystroju wnętrz.


Firma Google była nietypowym klientem?
Bardzo! To był najosobliwszy i najbardziej otwarty klient, z jakim do tej pory współpracowaliśmy. Nawet naprawdę niekonwencjonalne pomysły miały tu szansę realizacji. Tym, co wyróżnia Google, jest także ogromna dbałość o potrzeby pracowników.

Google jest firmą dla której wizerunek, a co za tym idzie – także wygląd siedziby, jest niezwykle ważny. Jak działa taka odpowiedzialność: paraliżuje czy odwrotnie – twórczo wpływa na projekt?
Nie możemy tu mówić o jakiejś specjalnej odpowiedzialność. Troska o projekt jest najważniejszym zadaniem projektanta podczas każdej realizacji. Nie ma znaczenia, czy jest to projekt dla wielkiej międzynarodowej korporacji, czy dla małej polskiej firmy.
W przypadku Google nasza działalność była dodatkowo sterowana. W projekcie brał udział międzynarodowy zespół specjalistów zaangażowanych w design, space plan, w opracowanie różnych technologii. Proces projektowy opierał się na częstych, rzeczowych telekonferencjach z ekspertami przebywającymi w różnych państwach. Wszystkie pomysły były skrupulatnie analizowane, każde pytanie rozpatrywano wielowątkowo. Wewnętrznym projekt managerem firmy był Joe Borrett, który sprawował szczególną pieczę nad projektem, kontrolował jakość i zatwierdzał kluczowe decyzje. Dzięki temu czuliśmy się bardzo komfortowo, ponieważ odpowiedzialność, została podzielona na członków całego zespołu.

Jaka była atmosfera podczas projektowania?
Steering committee Google, którym kierowała Anna Rajkowska, składało się tylko z kilku osób, co zawsze pozytywnie wpływa na projekt. To była bardzo ciekawa i twórcza praca – wszyscy nadawaliśmy na tych samych falach. Już wstępne koncepcje zostały pozytywnie odebrane, więc proces projektowy przebiegł dosyć szybko. Właściwie wszystkie nasze projekty, z niewielkimi zmianami, zostały zaakceptowane.

Zawsze podkreśla pan, że najważniejszym elementem projektu jest układ przestrzenny. Jak on wygląda w tym biurze?
To struktura otwarta z wyraźnym strefowaniem, podziałem na powierzchnię recepcyjną, konferencyjną i biurową. Przekłada się to na system pracy i na atmosferę panującą w firmie. W przestrzeni biurowej nie ma gabinetów w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, to open space z nielicznymi miejscami odseparowanymi. Bardzo ważna dla firmy była wewnętrzna integracja, co doskonale zaspokaja strefa socjalna: kuchenki, stołówka i pomieszczenia przeznaczone do relaksu.

To miejsce wygląda imponująco, ale czy jest też funkcjonalne?
Funkcjonalność była w tym przypadku zasadniczym zagadnieniem. Układ stref, liczne sale konferencyjne, budki telefoniczne, otwarte mikrokuchenki, wielkość i rozmieszczenie stanowisk pracy… Elementów wpływających na efektywność i komfort pracy w biurze nie da się tak na prawdę wyliczyć, ale dopracowanie szczegółów było zagadnieniem kluczowym.

Czym przede wszystkim miało być to miejsce: dobrą wizytówką, czy komfortowym miejscem pracy?
Projektując siedzibę Google, staraliśmy się połączyć obie te role. Bardzo ważna jest reakcja gości z zewnątrz, którzy odwiedzają biuro, jednak naszym priorytetem były odczucia pracowników. Jak już wspominałem, troska o zespół jest podstawą działania firmy. Google bardzo dużo wymaga od pracowników, oczekuje zaangażowania i rzetelnej pracy, a równocześnie dba o ich potrzeby i darzy ich szczególnym zaufaniem. Dlatego nieodłącznym zagadnieniem projektowym było stworzenie miejsca pozytywnie wpływającego na samopoczucie i komfort zatrudnionych tam osób.

Projekt siedziby we Wrocławiu wyraża ideę nowoczesności, postępu, rozwoju… Jakimi zabiegami udało się panu to osiągnąć?
Wiele kreatywnych pomysłów wynikało z samego briefu. Google podpowiedziało nam, w jakim kierunku należy zmierzać, aby osiągnąć taki efekt. Oczywiście ważne było zastosowanie nietypowych wykładzin, układów w sufitach, połączenie e-chat roomu z recepcją… Ta przestrzeń kryje mnóstwo niestandardowych rozwiązań i każde z nich odgrywa ważną rolę. Nie są to jakieś wyszukane i trudne formy – prostymi środkami staraliśmy się stworzyć coś nietuzinkowego.

No właśnie – to biuro jest miejscem wypełnionym interesującymi rozwiązaniami. Pana głowa to prawdziwa fabryka pomysłów. Jak to działa?
Projektowanie jest moim hobby. Nie traktuję tego w kategorii pracy, tylko przyjemności. W dodatku im dłużej projektuję, tym więcej satysfakcji mi to sprawia. Każdy nowy pomysł rodzi kolejny. Poza tym inspirują mnie podróże, staram się bywać w różnych miejscach, odwiedzać targi, ciekawe wnętrza… Pewnie to przypadłość każdego kreatora – obserwuję świat z nieco innej, projektowej perspektywy.

Massive Design zrealizowało wiele niezwykłych projektów, w dodatku każdy z nich cechuje świeżość i oryginalność. Czy zlecenie wykonane dla Google ma dla was szczególne znaczenie?
To jeden z pierwszych naszych projektów, który dał nam możliwość stworzenia dużej, otwartej przestrzeni bez zastosowania drogich i ciężkich materiałów wykończeniowych. Okazało się, że równie ciekawe efekty, oczywiście przy dobrej woli ze strony inwestora, można uzyskać łącząc ze sobą różne kolory i formy w podstawowych materiach, takich jak ściany gipsowe, grafiki i wykładziny. Firma Google pozwoliła nam wspiąć się na jak najwyższy poziom kreatywności, pokazać, czym potrafimy zaskoczyć – wręcz tego oczekiwała. Wiele firm nie zgodziłoby się na takie pomysły…

Czy z perspektywy czasu miło wspomina pan to zadanie? Co szczególnie pan zapamiętał?
To było niezwykłe i bardzo owocne doświadczenie. Najbardziej utkwiła mi w pamięci wizyta w Irlandii, w siedzibie Google. Gdy siedziałem z moim współpracownikiem Pawłem Bandoletem w poczekalni w dublińskim biurze, z fotela obok odezwał się do nas młody człowiek, również Polak. Zapytał, czy my również przyjechaliśmy na interview w sprawie pracy we Wrocławiu. Okazało się, że Google, chcąc odbyć rozmowę z każdym ze swoich przyszłych pracowników, zaprasza go do głównej siedziby w Dublinie, pokrywając oczywiście wszelkie związane z tym koszty. To uzmysłowiło mi, że Google to niezwykle profesjonalna marka, nie znająca takich słów jak „kompromis”, czy „droga na skróty”.


Dodaj komentarz

Autor *
E-mail
Komentarz *
Dodaj 3 do 2 *