Dlaczego człowiek został sam, czyli historia biur indywidualnych
Tekst: Wacław Szarejko
Co łączy faraonów, Borgię i Erazma z Rotterdamu
Wydzielone
pomieszczenia służące do pracy znane są od niepamiętnych czasów. Trudno
powiedzieć czy po raz pierwszy człowiek oddzielił się od
współpracowników już w starożytnym Egipcie, w antycznej Grecji czy
dopiero w czasach Imperium Rzymskiego. Pewne jest jednak, że już w
średniowieczu spotkać możemy całą plejadę miejsc służących
indywidualnemu skupieniu.
Począwszy od klasztornych cel,
poprzez arystokratyczne siedziby, aż do mieszczańskich kamienic – znaleźć możemy w tym okresie pierwowzory pomieszczeń, które – zgodnie z
dzisiejszą terminologią – nazwać moglibyśmy biurami celkowymi.
Europejskie
malarstwo pełne jest przedstawień myślicieli (a często nawet świętych)
oddanych medytacji w wypełnionych księgami celach. W podobnych – chociaż mniej skromnie wyglądających – komnatach urzędowali włoscy
wielmożowie okresu renesansu, prowadzący w swoich pałacach dochodowe,
bankowe interesy. Co ciekawe, w analogiczny, chociaż może nieco
bardziej pragmatyczny sposób, urządzane były również gabinety zamożnych
mieszczan.
Nie zawsze były to pomieszczenia przeznaczone tylko
do indywidualnej, skoncentrowanej pracy, często pełniły również inne
funkcje. Łączyło je jednak to, że raz na jakiś czas przebywał w nich
tylko jeden, pracujący umysłowo, człowiek.
Dodać też można, że
zazwyczaj była to jednostka w pewnym stopniu wybitna – niezależnie od
tego, czy był to przedstawiciel władzy, przedsiębiorca, czy naukowiec.
Maszyna parowa i smutne korytarze, czyli jak weszliśmy w XX wiek
Prawdziwy
boom biur celkowych (jak często nazywa się ten model) nastąpił w
drugiej połowie XIX wieku, wraz z rewolucją przemysłową, której
towarzyszył rozwój systemu biurokratycznego – opartego na czytelnym,
hierarchicznym podziale ról.
Działanie takiego układu można
porównać do wojskowej hierarchii, gdzie od szeregowego, poprzez
wszystkie szczeble służbowe, dochodzi się do wysokich stopni
oficerskich.
Analogiczna zasada organizacyjna obowiązywać zaczęła
w większości europejskich biur – wszędzie tam, gdzie ścieżka kariery
była ściśle związana z przenoszeniem od pokoju do pokoju, na coraz
wyższe stanowiska i do coraz większych gabinetów.
Przy okazji
zauważyć można, że formuła ta w znacznie mniejszym stopniu obowiązywała
na kontynencie amerykańskim. W początkowej fazie powstawania,
charakterystycznych dla USA, biur wielkoprzestrzennych, były one prawie
całkowicie pozbawione hierarchii. Dopiero po pewnym czasie zaczęły się
tam tworzyć stopnie służbowe, a formuła organizacyjna zaczęła się
upodobniać do obowiązującej w krajach europejskich.
Zjawisko to
wpływało również na układ przestrzenny biur – można się nawet spotkać z
twierdzeniem, że biura otwarte nie mogłyby powstać tam, gdzie istniały
ugruntowane struktury biurokratyczne.
Wracając do bliższego
nam kręgu krajów europejskich – wraz z rozrastającym się
biurokratycznym aparatem, zwiększała się liczba managerów niższego i
średniego szczebla, dla których zaczęto tworzyć coraz więcej
wydzielonych pokoi do pracy. Początkowo zjawisko to nie miało w sobie
nic złego. Nie odbiegało w znaczący sposób od uświęconych tradycją
norm, wiążących awans na szczeblach kariery z uwidaczniającymi prestiż
przywilejami, do których, między innymi, należało podkreślenie statusu
poszczególnych osób poprzez przydział odpowiednio większych i lepiej
wyposażonych pomieszczeń.
Zmiany organizacyjne wpłynęły w tym
czasie znacząco na rozwój i upowszechnienie popularnego w Europie lat
80. XX wieku tzw. korytarzowo-celkowego budynku biurowego. Cechą
charakterystyczna obiektów tego typu było rozmieszczenie – początkowo
kilku, a w późniejszym okresie nawet kilkudziesięciu – stosunkowo
niewielkich pomieszczeń biurowych wzdłuż rozciągniętych (często do
monstrualnych rozmiarów) ciągów komunikacyjnych.
Zauważyć można,
że rozwiązania takie, wbrew pozorom, nie były niczym nowym. Pierwsze
szkice koncepcyjne budynków tego typu powstały już w XVI wieku przy
projekcie Galerii Ufizzi a w późniejszych dwóch stuleciach były często
stosowane m.in. w projektach sądów.
Zasadnicza różnica leżała
jednak w skali tych założeń. Podczas gdy pierwsze, kameralne budynki
korytarzowo-celkowe porównać można do zacisznej, położonej na uboczu
uliczki, na której wszyscy mieszkańcy witają się pogodnym "dzień dobry",
to rozwiązania rodem z ery przemysłowej wyglądają jak pozbawione
charakteru obwodnice śródmiejskie, na których hulający wiatr mówi
zagubionym ludziom "dobranoc".
Gorzki smak spóźnionej hierarchii
Nadmierną
hierarchizację struktur organizacyjnych puentuje złośliwie znany dowcip
rysunkowy, pokazujący pięciopiętrowy budynek, w którym na 1. piętrze, w
zatłoczonych pokojach, pracują dziesiątki, może nawet setki anonimowych
pracowników. Piętro wyżej jest ich już kilkakrotnie mniej, na 3.
kondygnacji są już tylko cztery pokoje, przedostatnie piętro to
gabinety dwóch vicedyrektorów, zaś najwyższy poziom (całe piętro)
zajmuje dyrektor naczelny. Patrząc na ten żartobliwy rysunek,
uzmysławiamy sobie, że tak do niedawna mógł wyglądać niejeden
biurowiec...
Na pytanie: czy tak zorganizowana firma może
skutecznie konkurować na wymagającym, światowym rynku?, odpowiedź dało
nam ostatnie ćwierćwiecze XX wieku. Wtedy to właśnie, wraz z rozwojem
nowych metod organizacji pracy takich jak TQM, BPR czy JIT, wprowadzać
zaczęto na szeroką skalę ideę pracy zespołowej, co wiązało się również
z masowym spłaszczaniem struktur tj. eliminacją pośrednich szczebli
zarządzania.
Działania te uderzyły mocno w fundamenty
koncepcji biura celkowego przynajmniej na dwa sposoby. Po pierwsze – zmniejszając zapotrzebowanie na osobne pokoje dla niższej i średniej
kadry kierowniczej. Drugim – może nawet ważniejszym aspektem – była
zmiana wymagań stawianych budynkom biurowym. Miały one odtąd służyć
głównie zespołom roboczym, w wyniku czego obiekty z dużą liczbą
wydzielonych pomieszczeń stały się z dnia na dzień praktycznie
bezużyteczne.
Wydawało się, że był to moment, w którym formuła biura
celkowego, stając w opozycji do nowych trendów organizacyjnych,
wyczerpała się i na dobre odejdzie do lamusa...
Nowa era – nowe rozdanie
Odstąpienie
od koncepcji biura indywidualnego wydawało się prawie pewne już w
połowie lat 80. XX wieku. W badaniach przeprowadzonych w tym czasie w
USA i Wielkiej Brytanii uzyskano wyniki, mówiące o tym, że praca
indywidualna stanowić będzie co najwyżej ok. 20% wszystkich zajęć
wykonywanych w biurze. Sugerowano również, że procent ten będzie
systematycznie maleć, wraz z wdrażaniem nowych metod zarządzania i
organizacji pracy.
Rzeczywistość jednak po raz kolejny zaskoczyła
wszystkich wieszczących rychły zmierzch biur indywidualnych. Wraz z
rozwojem technik informatycznych i masowej komputeryzacji stanowisk
roboczych, praca biurowa wkroczyła na nowy szczebel rozwoju. Rozpoczęła się kolejna epoka – rewolucja informatyczna.
Pracownicy
biurowi zostali odciążeni dzięki zautomatyzowaniu zadań rutynowych. W
kolejnym etapie – wraz z powstaniem możliwości pracy na odległość –
pojawiła się nieznana dotąd formuła pracy w zespołach wirtualnych,
których członkowie nie dość, że nie muszą pracować w jednym
pomieszczeniu, to wręcz mogą być oddaleni od siebie nawet o tysiące
kilometrów.
Wraz z rozwojem informatyzacji przedsiębiorstw,
zmieniła się też natura prac wykonywanych w biurach. Zadania stawiane
przed pracownikiem stały się bardziej zróżnicowane, wymagały też
zwiększonej koncentracji. Zauważyć również trzeba poszerzenie grupy
zadań o charakterze kreatywnym. Co ciekawe, zarówno kreatywność jak i
potrzeba intensywnej koncentracji dotyczyć zaczęły większości
pracowników biurowych – nie tylko odpowiedzialnych za strategiczne
decyzje przedstawicieli top managementu.
Zmiany związane z
rewolucją informatyczną nie pozostały bez wpływu na sposób
kształtowania miejsca pracy. Zastanówmy się więc jeszcze raz skąd
bierze się powrót do koncepcji biura indywidualnego – nie polegający
jednak na dosłownym wskrzeszeniu budynków korytarzowo-celkowych, lecz
raczej na nowym zrozumieniu istoty współczesnej pracy biurowej i
stawianych przez nią wymagań.
Dlaczego musimy mieć "swój pokój"
Oderwijmy
się na chwilę od samych budynków, aby odpowiedzieć na pytanie, co
skłania człowieka do pracy w samotności, albo mówiąc w pewnym
uproszczeniu – do czego jest nam potrzebny "własny" pokój. Powodów jest
wiele, z czego wymienić możemy 5 najważniejszych.
Koncentracja
Koncentracji
wymaga obecnie szeroka gama czynności wykonywanych w czasie pracy.
Wyróżnić można tutaj znaczną ilość zajęć, takich jak: przygotowanie
wszelkiego rodzaju materiałów, raportów, pisanie, prace związane z
przyjmowaniem informacji – czytanie, słuchanie (wyłączam tutaj kwestie
związane ze spotkaniami – to osobna część). Nie można w tym aspekcie
pominąć kwestii rozmowy telefonicznej, której komfortowe
przeprowadzenie nie jest możliwe bez zapewnienia odpowiednich warunków,
tj. pewnego rodzaju odcięcia od świata zewnętrznego, od codziennej
aktywności, od dźwięków otoczenia; zatem i w tym, tak z pozoru
odległym przypadku, mamy do czynienia z zagadnieniami koncentracji.
Analizując wszelkie czynności biurowe, średnio można przyjąć, że
wykonywanie zadań związanych z potrzebą silnej koncentracji to ok.
30-40% prac wykonywanych podczas dnia roboczego.
Potrzeba ta
dotyczyć więc będzie w niedalekiej przyszłości znacznej części
pracowników biurowych – chociażby z tego względu, że od większości z
nich wymaga się coraz częściej wykonywania zadań, które wymagają
samodzielnego podejmowania decyzji. Z zagadnieniem tym ściśle wiąże się
kwestia doskonalenia zawodowego.
W dzisiejszych czasach
gospodarki opartej na wiedzy, dynamiczny rozwój większości gałęzi nauki
skutkuje szybką dezaktualizacją posiadanych umiejętności. Aby nadążyć
za tymi zmianami, praktycznie wszyscy pracownicy biurowi muszą stale
się uczyć i podnosić swoje kwalifikacje. Dla porównania, pięćdziesiąt
lat temu, kończąc studia można było w jednym, wyuczonym zawodzie
przepracować następne 40 lat. Badania amerykańskie (amerykański rynek
pracy jest znacznie bardziej zaawansowany niż nasz – przyp. red.) sprzed
kilku lat pokazują, że przeciętny Amerykanin będzie zmieniać profesję
średnio 7 razy w życiu – co oznacza, że wyuczony zawód co ok. 7 lat
staje się nieaktualny (i co za tym idzie, niedochodowy). W związku z
tym firma, której zależy na utrzymaniu odpowiednio wyspecjalizowanej
kadry, musi zapewniać jej należyte warunki do rozwoju. Oczywiście można
wyznawać zasadę, że „jeśli chcesz się uczyć – ucz się w domu, w ten
sposób będziesz bardziej konkurencyjny na rynku” – niemniej jednak
współczesne przykłady dużych międzynarodowych firm, takich jak np.
Hewlett-Packard, wskazują, że edukowanie pracownika w czasie godzin
pracy opłaca się znacznie bardziej. Chociażby dlatego, że takie
postępowanie – poza skutkiem doraźnym – buduje w ludziach pewien rodzaj
więzi z firmą. W czasach rozwoju wirtualnych metod pracy, które poza
niezaprzeczalnymi zaletami mają rzecz jasna również wady (m.in. zanik
poczucia przynależności do firmowej społeczności), każda inicjatywa
mająca na celu związanie pracownika z przedsiębiorstwem jest działaniem
korzystnym w perspektywie długofalowej.
Kreatywność
Kolejnym
ważnym aspektem – związanym też pośrednio z koncentracją – jest aspekt
prac o charakterze koncepcyjnym, który w coraz to większym stopniu
dotyczyć może większości pracowników. Zastanówmy się zatem jakie prace
we współczesnym biurze możemy nazwać pracami kreatywnymi?
Paradoksalnie, w nowocześnie zarządzanej firmie, doskonalącej z dnia na
dzień procesy pracy, niemalże wszystkie zadania zawierać w sobie mogą
element kreatywny. Może występować on w sposób bezpośredni w samych
czynnościach, których jest i tak niemało (od opracowania nowego wzoru
papieru firmowego, przez przygotowanie planu dnia, aż do sporządzenia
raportu z wykonanego projektu), może też dotyczyć ulepszenia sposobu
wykonywania zadań; na marginesie mówiąc, plotka głosi, że Henry Ford
kiedy chciał poprawić jakiś element procesu w swojej słynnej taśmie
produkcyjnej, kierował tam nie grzeszącego przepracowaniem polskiego
majstra...
Powróćmy jeszcze do istoty kreatywności. Niezwykle
ważną rzeczą, podkreślaną przez wszystkich badaczy zajmujących się tym
zagadnieniem, jest potrzeba zapewnienia specyficznych warunków tak, by
wspomniana kreatywność mogła się pojawiać w sposób ciągły. Na czym to
polega? Odpowiedź daje nam znany badacz kreatywności Michail
Csikesmihayli, który twierdzi, że mózg ludzki zaczyna działać
najbardziej twórczo w momencie przechodzenia pomiędzy różnymi stanami.
Wynika z tego, że samo odosobnienie, koncentracja – nie jest
wystarczające z punktu widzenia kreatywności. Konieczne jest
zapewnienie warunków kontrastowych – w tym wypadku, w zestawieniu z
odosobnieniem, będzie to kontakt z ludźmi. Widzimy więc, że
indywidualne pomieszczenie jest do tego celu niezbędne, lecz jednak
niewystarczające. Co ciekawe, z tego samego powodu – braku
zróżnicowania – nie sprzyjają kreatywności przejrzyste układy biurowe typu
open space. Można powiedzieć, że są to dwa skrajne bieguny tego samego,
nierozwiązywanego problemu.
Poufność
W
najbardziej oczywisty sposób potrzeba poufności występuje w zawodach
takich jak lekarze czy prawnicy – profesjach kojarzonych z tajemnicą
zawodową. Spróbujmy jednak nieco szerzej spojrzeć na tę kwestię,
albowiem wbrew pozorom, potrzeba ta dotyczy znacznie szerszego
wachlarza profesji, niż tylko tych wspomnianych powyżej. Do tej grupy
możemy niezaprzeczalnie zaliczyć takie zadania jak: negocjacje,
doradztwo, handel – zawody, które również wymagają zapewnienia
odpowiednich warunków, zbudowania atmosfery zaufania, stworzenia
klimatu spokoju, pewnego odcięcia od świata zewnętrznego – warunków,
których nie można zapewnić w otwartej przestrzeni biurowej; dla
realizacji tych zadań potrzebne jest miejsce bezpieczne takie jak np.
biuro indywidualne.
Przyzwyczajenie
Kolejnym
elementem, dotąd pomijanym w naszych rozważaniach, jest kwestia
personalizacji miejsca pracy. Zagadnienie to porusza dwa ważne aspekty
z których pierwszy – ważny, choć z pozoru dosyć prozaiczny – związany
jest z poczuciem wygody, wynikającej z tego, że wszystkie materiały,
przybory i narzędzia niezbędne do pracy są zawsze tam gdzie je
wcześniej zostawiliśmy. Drugim ważnym aspektem personalizacji miejsca
pracy są osobiste elementy wystroju, takie jak: zdjęcie rodziny,
pocztówki od znajomych, dyplomy itd. – generalnie, wszystkie te rzeczy,
które nie są bezpośrednio związane z wykonywanymi zadaniami. Pozwalają
one jednak człowiekowi na zachowanie pewnego rodzaju równowagi
wewnętrznej – chociażby przez to, że przypominają nam po co
pracujemy...
Dlaczego warto o tym wspomnieć? Od pewnego czasu
zaobserwować można nową tendencję związaną z wykorzystaniem biur
indywidualnych, polegającą na tym, że poszczególne pokoje nie mają
swoich stałych użytkowników. W zamian za to, pracownicy potrzebujący
wydzielonego miejsca pracy, mogą korzystać w miarę potrzeb z większej
liczby pomieszczeń tego typu – na zasadzie podobnej do wynajmu pokoju
hotelowego. Rozwiązanie takie ma wiele atutów, z których najważniejszy
to wyraźne zmniejszenie kosztów związanych z wynajmem powierzchni
biurowej. Nie jest ono jednak pozbawione pewnych mankamentów, z których
najczęściej podkreśla się właśnie brak elementów osobistych w
wystroju i wyposażeniu wnętrza. Do rozwiązań minimalizujących te
niedogodności zalicza się przede wszystkim ruchome kontenery na
przybory i dokumenty, z którymi (jak z walizką na kółkach) pracownicy
przechodzą do zarezerwowanego wcześniej pokoju. Kierunek ten jest
obecnie dosyć intensywnie rozwijany przez producentów mebli, którzy
proponują nawet całe ruchome moduły składające się z małej szafki,
fotela i kasetki na osobiste drobiazgi.
Innym sposobem
personalizacji stanowiska roboczego jest wykorzystanie do tego celu
ekranu komputera. Elementy osobiste są często przenoszone do
przestrzeni wirtualnej – w postaci tapet na ekranie, galerii zdjęć
wakacyjnych umieszczanych na stronie www itp. – co niewątpliwie jest
związane z rozwojem i popularnością mediów cyfrowych.
Prestiż
O
potrzebie wyrażenia statusu pracowników wspomniano już wcześniej, przy
okazji omówienia historii rozwoju biur celkowych. Niektórzy z nas
pamiętają jeszcze obszerne gabinety z zestawem mebli na wysoki
połysk, umieszczonych często na podwyższeniu, no i oczywiście z
wielkim orłem na ścianie
vis-a-vis wejścia.
W niewątpliwy sposób służyło to wyrażeniu prestiżu osoby pracującej w takim miejscu.
Postawić
można jednak pytanie, czy wraz ze współczesną nam tendencją do
demokratyzacji relacji pomiędzy pracownikami, kwestia podkreślenia
indywidualnego statusu będzie nadal istotna? W sytuacji, kiedy duży
nacisk kładzie się na pracę zespołową, koncepcje rozbudowanych
hierarchii wywyższających jednostki, wyszły z repertuaru współczesnych
menadżerów. Oczywiście możemy spotkać relikty takiego myślenia,
szczególnie w firmach słabiej zarządzanych, w których przełożony nie
potrafi, bądź nie chce zdobyć uznania pracowników i nie jest w stanie
zaznaczyć swojej roli w inny sposób niż eksponowaniem wielkości
własnego gabinetu.
Nie oznacza to bynajmniej, że potrzeba
reprezentacji nie jest ważna. Należy jednak zwrócić uwagę, że po
pierwsze powinna być skierowana "na zewnątrz", a po drugie – wraz z
rozwojem mobilnych form pracy zminiaturyzowały się też symbole statusu;
obecnie rolę tę pełnią eleganckie zegarki, wysokie modele telefonów lub
laptopów oraz, lubiane szczególnie przez średni szczebel kierowniczy,
firmowe samochody.
Przyszłość biur indywidualnych
Bazując
na doświadczeniach zachodnioeuropejskich stwierdzić można, że pierwotna formuła
biura indywidualnego zdezaktualizowała się i nie odzwierciedla potrzeb
związanych ze współczesnymi sposobami organizacji pracy. Wraz z
wprowadzeniem pracy zespołowej, spłaszczeniem hierarchii, likwidacją
pośrednich stanowisk kierowniczych niższego szczebla, zmniejszyło się
też zapotrzebowanie na pokoje biurowe wyrażające status stanowisk
kierowniczych.
Drugim powodem, również związanym z rozpropagowaniem
idei pracy zespołowej, jest fakt, że biura indywidualne nie nadają się
do takiej pracy. Czy zatem oznacza to całkowity zanik tego modelu?
Odpowiedź na to pytanie nie jest aż tak oczywista, gdyż – jak
wykazaliśmy wcześniej – w pracy współczesnego biura niezwykle ważne
będą pomieszczenia, w których pracownicy będą mogli wykonać zadania
wymagające szczególnej koncentracji, co w najbliższej przyszłości
będzie dotyczyć prawie 40% prac biurowych.
Czy spowoduje to
renesans biur celkowych? Najprawdopodobniej nie. Takie zjawisko miało
już miejsce pod koniec XX w. krajach zachodnich, jednak odstąpiono od
niego na rzecz stworzenia nowych modeli biur, w których pomieszczenia
do pracy zespołowej uzupełniane są pomieszczeniami do pracy
indywidualnej, wykorzystywanymi w zupełnie inny sposób niż dotychczas.
W
ramach niniejszego cyklu zaprezentujemy współczesne koncepcje
nowoczesnych zespołów biurowych, w których zespoły robocze mogą
osiągnąć największa efektywność przy jednoczesnym zapewnieniu dogodnych
warunków do pracy indywidualnej. Pełne zrozumienie tych rozwiązań nie
będzie jednak możliwe bez zrozumienia zasad związanych z tworzeniem
biur do pracy zespołowej, które omówimy w kolejnym numerze.