newsletter
Spotkania i wywiady
wydarzenia
Orgatec
23 październik 2012 / Targi

Największe w europie targi mebli, akustyki, oświetlenia, techniki i wykładzin do biura

Luke Pearson - designer uniwersalny

Rozmawiał: Maciej Markowski
(pełen wywiad można przeczytać ściągając darmowe e-wydanie)

Zarówno ty, jak i twój wspólnik Tom Lloyd studiowaliście i projektowanie mebli, i wzornictwo przemysłowe. To dość rzadkie wśród designerów. Przydaje wam się to w codziennej pracy?

Tak, to rzeczywiście rzadkie, ale takie wykształcenie ma wpływ na styl, jaki nadaliśmy naszemu studiu – unikalny. W ogóle jesteśmy z Tomem dość niezwykłą kombinacją. Nasi rodzice byli malarzami, obaj praktykowaliśmy jako stolarze. Poznaliśmy się w Royal College of Art, gdzie Tom zaczynał od projektowania mebli, by przenieść się na product design, a ja zrobiłem odwrotnie.


To miało dać ci nową perspektywę?

Tak, dlatego zainteresowałem się biurami, bo w tej branży producenci mebli są otwarci na technologiczne innowacje. Już na studiach fascynowała mnie technologia i nauka. Myślałem wtedy: nauka skupia się na przyszłości, a formy wywodzą się z przeszłości. Co się stanie, gdy spróbuję połączyć te dwie perspektywy? Tom przeżywał odwrotne męki – tkwił w świecie ustalonych form i tęsknił do technologicznych innowacji. Brakowało nam przeciwnych rzeczy, dlatego chyba się przyciągnęliśmy.


Byliście dla siebie idealni – mogliście być mistrzem i uczniem jednocześnie.

Dokładnie. W tym samym czasie opuściliśmy uczelnię i zaczęliśmy kariery: Tom w studiu Pentagram u Daniela Wei-la, a ja u Rossa Lovegrove’a. Dzisiaj dostrzegam, jak podobną przebyliśmy drogę i jaki ma to wpływ na nasze podejście do pracy. Choćby dostając zlecenie na zaprojektowanie nowego mebla, dyskutujemy, czy powinniśmy „rozciągnąć” zastane formy, czy są one właściwe. Jednocześnie przeglądamy możliwe do zastosowania technologie. Trzeba bowiem pamiętać, że wprowadzanie nowych nie zawsze jest właściwe – czasem istniejące materiały i procesy działają bardzo dobrze, trzeba je tylko odrobinę unowocześnić. Niekiedy jednak są błędne i należy je zmienić. To samo dotyczy projektowania produktów. Nasze teorie, o których rozmawialiśmy 15 lat temu, zakładając studio, ciągle pomagają nam w pracy.


A skoro już mowa o waszych projektach i o narodowych stylach w Europie… Wasze meble robią na mnie wrażenie uniwersalnych.

To dobre spostrzeżenie. Od początku nasz styl określano jako międzynarodowy. Widzę w tym naszą uniwersalność. Jeżeli jesteś niemieckim designerem, twój styl można niemal „wywąchać”. Widać stojącą za tym metodologię, wiarę w racjonalne myślenie. Dla szwedzkiego designu wizytówką jest sensualność. Ważny jest dotyk, światło, wrażliwość, typowy jest kontrast między materiałami. Włoski design ma w sobie coś z architektury…


Mebel ma być piękny, nie musi być wygodny.

Tak. Co więcej, niekoniecznie będzie miły w dotyku. Weźmy choćby stare maszyny do pisania marki Olivetti. Przyjemnie było na nie patrzeć, ale…


…te metalowe obwódki wokół klawiszy…

– Tak. Ładne wykończenie, ale mało ergonomiczne.



Wspomniałeś, że niemieccy designerzy wychodzą z pozycji racjonalnego myślenia. A ty projektujesz, czy wychodzisz od formy, od funkcji, może od intuicyjnego zrozumienia…?

Wszystko po trochu. Moje podejście nie jest lepsze od innych, jest po prostu odmienne. Rozmawiałem o tym wczoraj z dyrektorem ds. designu z dużej firmy elektronicznej. Obaj uznaliśmy, że to, co wyróżnia brytyjski design, to pewnego rodzaju ironia, dystans do samego siebie, wątpliwości… Nie staramy się narzucić wizji, ale raczej zaczynamy od postawienia pytania: dlaczego? Czemu chciałbyś to zrobić? I potem: komu to ma służyć? Wszystkie te pytania, klasyczne i twórcze, są dla nas typowe.


Gdy pierwszy raz zobaczyłem waszą serię PARCS, pomyślałem: ktoś wie bardzo dużo o nowoczesnych biurach. Nie jest to tylko ergonomiczny czy ładny system, on naprawdę zmienia przestrzeń pracy. Skąd czerpaliście wiedzę?


Kiedy zakładaliśmy pracownię, stworzyliśmy plan biznesowy, w którym zdefiniowaliśmy potencjalnych klientów i obszary, którymi chcemy się zajmować. W pierwszym rzędzie były to biura, dlatego że tam doskonale widać interakcję z otoczeniem. Poza tym meble biurowe produkowane są w olbrzymich seriach, a to przekłada się na możliwość prowadzenia zaawansowanych badań, na inwestowanie w szczegóły, o których nie śni się producentom mebli domowych. Jako designer przemysłowy marzysz o takich możliwościach.
Podobały nam się też większe wymagania – ludzie wybierający meble do domu kupią je, jeśli poruszą ich emocje. Natomiast niewygodny fotel biurowy może zaprowadzić cię do sądu. Tu także liczy się wygląd, ale wymagania dotyczące funkcjonalności są większe.



A czym kierowaliście się, projektując krzesło Cobi dla Steelcase?

Steelcase ma rzadko spotykane podejście do tworzenia mebli biurowych. Ta firma przygląda się odbiorcom istniejącym na rynku i gdy tylko odkryje realną potrzebę, stworzy mebel, by ją zaspokoić. Nie projektują produktu po to, by konkurować z innymi firmami, jeżeli nie widzą ważkiej potrzeby.


I w przypadku Cobi widzieli taką potrzebę?

Dostrzegli potrzebę stworzenia krzesła, które będzie użyteczne w salach konferencyjnych, gdzie odbywają się spotkania o bardzo różnych długościach: czasem pięć minut, czasem dwie godziny. W takiej sytuacji ludzie odczuwają duży dyskomfort. Hasłem projektu były „małe ruchy”, czyli coś, co tak naprawdę sprawia, że czujemy się wygodnie, siedząc na krześle. Ciało rusza się w spoczynku i w ten sposób się rozluźnia – dlatego tak lubimy siedzieć w starych, obijanych fotelach! Są to bardzo małe ruchy i właściwie nie jesteśmy ich świadomi. Typowe krzesła konferencyjne wymuszają stałą pozycję, co bardzo męczy ciało.


Ty się cały czas uczysz?

Oczywiście. Weźmy ostatni projekt dla Steelcase. Ze względu na olbrzymią skalę ich produkcji musieliśmy opanować wiedzę z zakresu technologii wstrzykiwanego plastiku. Większość firm się tym nie przejmuje, a my musieliśmy walczyć o oszczędność rzędu paru gramów plastiku. Podobnie rzecz miała się z kolorem – są droższe i tańsze barwniki.


Jeżeli produkujemy milion krzeseł, 10 gramów plastiku czyni różnicę.

Olbrzymią! Ponadto wymogiem było uzyskanie certyfikatu Cradle to Cradle. Musieliśmy też wziąć pod uwagę zasadę kolejności montażu. Jeżeli składając krzesło pracownik musi je obrócić lub przyklęknąć, to jest to ogromna strata czasu dla linii produkcyjnej, nie mówiąc już o zmęczeniu pracownika. Konieczność wkręcenia śruby od dołu jest wyjątkowo kosztowna, tak więc w naszym projekcie istnieje tylko jedna, ułożona poziomo śruba, do której wkręcenia konieczne jest przyklęknięcie (element ten był długo dyskutowany).


Wasze projekty są oryginalne, ale każdy, przynajmniej na początku kariery, kimś się inspiruje. Kto na ciebie wpłynął najbardziej?

Castiglioni, który wykorzystując niezwykły zmysł obserwacji i wiedzę inżynieryjną, tworzył przedmioty przyjazne użytkownikom. Proste i piękne, które idealnie spełniały swoje funkcje.


pełen wywiad można przeczytać ściągając darmowe e-wydanie

Dodaj komentarz

Autor *
E-mail
Komentarz *
Dodaj 4 do 1 *