Rozmawiał: Maciej Markowski
Kiedy zaczęłeś się interesować technologią?Jakieś 20 lat temu. Od dawna znam Jeremy’ego Myersona, dzięki niemu zainteresowałem się współczesnymi miejscami pracy, ewolucją biura i tego typu tematami. W 1992 albo w 1991 roku zostałem poproszony o napisanie raportu pt. „Biuro przyszłości”. Moi ówcześni przełożeni spodziewali się prawdopodobnie, że skupię się na nowej wówczas idei hot-deskingu, a ja skupiłem się na technologii. Wybrałem się do laboratoriów Motorolli, Intela, HP, Ericssona, gdzie odkryłem rozwiązania, o których nikt wcześniej nie słyszał – pierwsze komórki, pagery, laptopy, internet, e-maile. Połączyłem to, co wiedziałem o biurze, z tą nową wiedzą o technologii i… powstał raport, którego nikt nie chciał czytać. Nikt nie chciał słyszeć o tych nowych pomysłach. Ludzie powtarzali, że jestem wariatem od mobilności – telefony komórkowe przypominały przecież wtedy cegły i kosztowały około czterech tysięcy dolarów. W końcu zdecydowałem się opublikować raport samodzielnie w 1993, 1994 roku. Nazwałem go „Cordless office” („Bezprzewodowe biuro”) i miałem szczęście, że dostrzegł go „Wall Street Journal”. Opublikowali na ten temat duży artykuł i zaprosił mnie na swoją konferencję. Tak się wszystko zaczęło. Nie jestem specjalistą ds. technologii, ale zawsze interesowałem się tym, jak wpływa na ludzi, na ich zachowania.
I tak konsultant biznesowy został futurystą.(śmiech) Tak.
Jak doświadczenie z twojej poprzedniej pracy pomaga ci w obecnej?Te dwa zajęcia nie różnią się tak bardzo. Oba opierają się na przewidywaniu efektów pewnych zjawisk. Jest wielu futurystów, ale ja miałem to szczęście, że przewidziałem coś poprawnie, coś zupełnie niespodziewanego.
Gdy coś takiego się dzieje, ludzie zapamiętują nazwisko i w przyszłości bardziej ufają przewidywaniom tej osoby. Co jest oczywiście bardzo miłe. Tak się złożyło, że byliśmy pierwszymi ludźmi mówiącymi o „bezprzewodowej pracy”. Były to absolutne początki mobilnych rozwiązań, czasy gdy GSM był francuską technologią, a rozwinięciem skrótu było Groupe Spécial Mobile – dopiero po roku, gdy okazało się, że ta technologia ma przyszłość, przechrzczono ją na bardziej chwytliwe i zorientowane na anglosaski świat Global System for Mobile. Kiedy w 1993 roku na rynek weszły pierwsze lokalne bezprzewodowe sieci o łącznej przepustowości 1Mb/s, uważano, że będzie to niszowe rozwiązanie. Pamiętam Angelę Champness z AT&T, prawdziwą pionierkę, która – tak mi się wydaje – ukuła termin Wi-fi… Wtedy brzmiało to jak „Gwiezdne Wojny”, a dziś mamy Wi-fi na każdym rogu ulicy, niemal w każdym urządzeniu – od laptopa po telefon komórkowy. Teraz wybiegamy w przyszłość o kolejne 5–10 lat i staramy się wyciągnąć nowe, trafne wnioski.
I co widzicie w tej nieodległej przyszłości?Myślę, że kolejna rewolucja, która się właśnie zaczyna, to „cloud computing”, tzw. chmura. Wzniesie ona wszystkie zmiany ostatnich piętnastu lat na zupełnie nowy poziom. Do tej pory wyposażyliśmy każdego w wydajne technologie i podpięliśmy do korporacyjnej sieci. Teraz te same technologie podpięte będą do chmury, gdzie znajduje się cały software i gdzie dokonane zostaną wszelkie niezbędne obliczenia.
Nic nie stoi na przeszkodzie opróżnieniu biur z technologii – dziś biura, to jeszcze „kontenery” ze sprzętem, ale to się zmieni. Pracownicy nie będą musieli iść do pracy tylko z tego powodu, że ten jeden drogi program jest zainstalowany wyłącznie na ich komputerze w biurze.
Jaką funkcję będą spełniały wtedy biura? A może w ogóle znikną?Myślę, że nie znikną, ale ich funkcja zmieni się drastycznie. Nikt nie będzie chodził do biura, żeby skorzystać z odpowiedniej technologii czy procesu. Będziemy chodzić do biura, by spotkać się z ludźmi, a może dlatego, że to bardziej ekologiczne, gdy wszyscy siedzą w jednym budynku, a nie zużywają energię w poszczególnych mieszkaniach. Powody, by pojawić się w biurze, nie znikną. Będą po prostu inne. Wpłynie to oczywiście znacząco na istniejące przestrzenie.
Czy mógłbyś powiedzieć coś więcej o swojej wizji „Biura XXI wieku”? Co oznaczają takie terminy jak: nodalne, nomadyczne, narracyjne czy sąsiedzkie biuro?Tak, to wszystko tematy książki, którą napisałem z Jeremy’m Myersonem. Biuro XXI wieku obejmuje różnorodne płaszczyzny. Na przykład jeśli chodzi o funkcję, nodalne biuro opiera się na komunikacji, integracji ludzi. Uważaliśmy, że zbyt często w organizacjach trzyma się ludzi osobno, umieszcza się ich w pomieszczeniach zgodnie z hierarchią. Dla nas były to przejawy przestarzałej organizacji. Biuro przyszłości musi być społeczną siecią, musimy tworzyć przestrzeń, która nie dzieli pracowników. Biuro narracyjne to nasz pomysł, który zyskał ostatnio ogromną popularność – chodzi tu o przestrzeń, która wyraża tożsamość danej marki. Jeszcze niedawno, gdybyś zabrał kogoś do losowego biura, ściągnął im opaskę z oczu...
Nie mieliby pojęcia, gdzie się znaleźli.(śmiech) Nie mieliby zielonego pojęcia! W naszej książce pokazaliśmy parę przykładów biur, które dobrze wyrażały przekaz marki, gdzie pracownicy mieli szansę pamiętać, nad czym tak naprawdę pracują.
Odwiedziliśmy biuro BMW w Lipsku, gdzie na wpół skończone samochody płyną po pasach transmisyjnych, dokładnie nad stanowiskami pracy. W tym biurze nie sposób zapomnieć, jaki jest produkt końcowy naszej pracy! Bardzo lubię ten projekt Zahy Hadid. Nasz kolejny temat – sąsiedzkie biuro. Może dziś nie jest to już tak odkrywcze, ale jeszcze parę lat temu nie było dobrze widziane rozmawianie z kolegami w pracy! Miałeś być cichy i wydajny. Dopiero dzisiaj uważa się, że komunikacja między pracownikami jest korzystna, zachęca się ich do tworzenia małych „sąsiedztw”. Jeżeli weźmiesz np. biuro Google, 20% czasu i przestrzeni wydzielonej jest specjalnie w tym celu. Rozmawianie w pracy z ludźmi spoza własnego działu stało się obowiązkowe!
To kwestie społeczne w biurze, o których dużo pisaliśmy w naszym magazynie. Ciekawi mnie natomiast twój obszar ekspertyzy – technologia. Jakie nowości czekają nas w światowych laboratoriach?Och, mnóstwo! Zbliżamy się do ery 4G, w której całe miasta, nie tylko budynki, pokryte będą najszybszymi połączeniami internetowymi. Do Europy wejdzie niedługo technologia LTE (Long Term Evolution) i Wi-max, które pozwolą na niezwykle mocne połączenie z internetem całych obszarów miejskich. Dzięki temu twój smartphone czy jakiekolwiek urządzenie, z którego korzystasz, będzie miało nieprawdopodobne połączenie, będziesz mógł pracować w dowolnym miejscu, w pełnej synchronizacji ze swoimi kolegami w biurze. Myślę, że będzie to rewolucja co najmniej na miarę wprowadzonego w 1995 roku połączenia Bluetooth – które zresztą bardzo długo było ignorowane jako ważna technologia. Kolejna technologia to NFC (Near Field Communication), która umożliwi między innymi płacenie zbliżeniowe telefonem. W biurach umożliwi korzystanie z telefonu jako z karty wejściowej i do logowania się do internetu. Ważne będą też technologie służące usprawnieniu komunikacji, takie jak UCC (Unified Communication and Collaboration) – przykładem może być Link Microsoftu, który wejdzie na rynek prawdopodobnie w kwietniu 2011. Dzięki niemu będziesz mógł wiedzieć, gdzie są i czym w danym momencie zajmują się twoi współpracownicy – mała fasolka (ang. jelly bean) będzie zmieniała kolor, gdy przybliżysz ją do ikony swojego kolegi z pracy i to powie ci, czym w danym momencie się zajmuje.
Koniec z oczekiwaniem na raport, którym nikt się w danym momencie nie zajmuje?Tak, to będzie jeden z efektów. Warto zwrócić uwagę na to, jak bardzo może to zmienić zarządzanie. Nie musimy już podążać za naszymi pracownikami, wystarczy sprawdzić na ekranie komputera czym się zajmują, ocenić efekty ich pracy.
Jakie jest twoje zdanie na temat cloud computing?Cóż, to może naprawdę dużo zmienić. W przyszłości z twojego komputera zniknie wszelki software, a korzystać będziesz głównie ze swojej przeglądarki. Pracujemy nad tym z dyrektorami IT, nazywamy to systemem BYOC (ang. Bring Your Own Computer), czyli Przynieś Własny Komputer. Większość ludzi powie ci, że ma w domu lepszy komputer niż w pracy. Pomyśl, jak niezwykle zmniejszyłyby się budżety, gdybyśmy np. tylko dopłacali pracownikom do ich komputerów.
Wspomniałeś o książce, którą napisaliście z Jeremy’m Myersonem… Jak wyglądała wasza współpraca przy tworzeniu tej i pozostałych dwóch książek? Każdy z was ma zupełnie inne podejście. Jeremy skupia się na ludziach i sprzeciwia się „dominacji” technologii w biurze, ty natomiast podkreślasz jej wiodącą rolę.Zdaje się, że idealnie się równoważymy. A trochę już się znamy… Ponad 30 lat. Piszemy razem książki od 15 lat, zajmujemy się też innymi projektami – jak choćby coroczną organizacją wystawy innowacji. Jeremy nazywa mnie „technologicznym deterministą”. Patrzę na technologię, jej rozwój i przewiduję, jaki wpływ będzie miała na ludzi. On spogląda na stronę społeczną – mamy tu więc ciekawą symbiozę. Ja uważam, że wpływ technologii jest zbyt mocny, by go ignorować, a Jeremy skupia się raczej na demografii i na elementach tego typu. Wydaje mi się, że wspólnie uzyskujemy dość pełny obraz biura. Dziś pracujemy nad czwartą książką.
Słyszałem, że twój dom pełen jest technologii. Domowe biuro to temat, który bardzo nas interesuje.Tak, moje dzieci uwielbiają cały ten sprzęt (śmiech). Staram się być na bieżąco. Bawi mnie aspekt kontroli. Przy pomocy mojego Iphone’a mogę np. wyłączyć teraz światło w sypialni, mogę kontrolować projektory czy odtwarzacze DVD. Uważam, że do wszystkich sprzętów w domu powinno się mieć dostęp przez internet, powinno mieć swój adres IP. Ten moment się zbliża. Uwielbiam eksperymentować z tymi rozwiązaniami. Staramy się tu prowadzić pewnego rodzaju centrum innowacji – ściągać wszelkie możliwe technologie i sprawdzać, co może się okazać przydatne w miejscu pracy. Powoli zbliżamy się do ery „mądrych budynków”, w których komputery będą w pełni sterować temperaturą, oświetleniem itd. A stanie się to możliwe, gdy każde drzwi czy okna zostaną wyposażone w chip, który umożliwi komputerowi sprawdzenie, czy są otwarte/zamknięte itp.
Jakie technologie poleciłbyś komuś, kto chce założyć biuro w domu?Cóż, przede wszystkim najmocniejsze możliwe połączenie z internetem. To jest „rura”, którą dociera do domu wiedza, dzięki niej możemy kontaktować się ze światem. Na drugim miejscu, największy możliwy ekran. Nie dwa czy trzy, ale jeden naprawdę duży.
Do domowego biura?Tak. Microsoft ukuł ostatnio slogan: „Trzy ekrany i chmura”. Coraz więcej programów, do których dostęp umożliwi ci chmura, będzie lepiej pracowało na większych ekranach. Wszystkie prezentacje stają się coraz bardziej multimedialne, ważne byś widział nad czym pracujesz. Projektor też się sprawdzi.
Jakie dostrzegasz główne różnice pomiędzy swoim biurem a typowym biurem korporacyjnym? Na czym się skupiłeś, projektując to biuro?Staraliśmy się przede wszystkim wyrazić tym biurem głoszone przez nas idee, np. pracę opartą na działaniu (Activity Based Working, ABW). Wdrażaliśmy ostatnio ten koncept w australijskiej Macquarie Group. To olbrzymi bank, zatrudniający 3000 pracowników, w którym nikt nie ma własnego biurka. Jest zaprojektowany tak, że każde pomieszczenie, każdy mebel jest dopasowany do czynności i działań wykonywanych przez pracowników. Myślę, że to niezwykle ważne, byś wchodząc do biura, wkraczał do przestrzeni dostosowanej dokładnie do rodzaju pracy, jaką będziesz wykonywał.
Większość biur nie spełnia tego wymogu, są pełne biurek i sal konferencyjnych. Zbliżamy się do momentu, w którym biura przestaną być do siebie tak bardzo podobne – będą miały specjalne przestrzenie dostosowane do współpracy, pracy w skupieniu, inspiracji, podejmowania decyzji… Przestrzenie dostosowane do pracy, jaką de facto się w nich wykonuje. W biurze, w którym się znajdujemy, pracuje na co dzień 30 osób. Na dole znajduje się wspólny stół, każdy wyposażony jest w laptop i najnowszy system telefoniczny. Ludzie wchodzą do pracy i mają wszystko, czego potrzebują. Nasi klienci pożyczają od nas to biuro na potrzeby swoich spotkań! Są zachwyceni łatwym dostępem do wszelkiego rodzaju technologii, podoba im się, jak łatwo można przearanżować tę przestrzeń. Ten sam pokój nadaje się do telekonferencji, ale też do prezentacji czy narady. Całość biura ma raczej domową atmosferę. Ludzie po prostu dobrze się tu czują.
Wspomniałeś o Macquarie Group. Nad jakimi ciekawymi projektami pracujesz obecnie?Zajmujemy się teraz ponad 50 projektami od Szwajcarii po Australię i wszystkie mają jedną cechę: są poufne! Ze względu na ich innowacyjną naturę nie bardzo mogę o nich opowiadać. Projekt dla Macquarie Group był już wielokrotnie nagradzany, więc mogę zdradzić więcej szczegółów na jego temat – to w końcu pierwszy bank, o którym można powiedzieć, że stał się przodownikiem w dziedzinie innowacji miejsc pracy.
Bank!(śmiech) Właśnie. Bank. Nie jakaś mała firma designerska czy kreatywne studio, tylko bank. Najbardziej konserwatywna instytucja z możliwych. Wielu ludzi, gdy pada hasło „innowacyjne biuro”, mówią: świetnie, ale to nie dla nas. To dobre dla małych i średnich firm. Myślę, że ten projekt przełamie takie stereotypy. Kreatywne biura muszą przestać być wyłącznie domeną kreatywnych firm! A wracając do projektu tego banku – to naprawdę niezwykłe, co można osiągnąć, gdy firma pozwoli ci na zmianę całego budynku!
Jakiemu projektowi chciałbyś się poświęcić w najbliższych latach?Bardzo chciałbym się zająć biurem „nie-korporacyjnym”, tzw. trzecim miejscem. Myślę, że to będzie obszar najmocniej rozwijający się w najbliższych latach. Ciekaw jestem, jak rozwiną się te przestrzenie pomiędzy biurem a domem, w których spędzamy coraz więcej czasu: dworce, lotniska, restauracje. Bardzo niewiele tych obszarów zostało zaprojektowanych z myślą o pracujących ludziach. W miarę jak nasze miasta będą coraz bardziej zapchane i zakorkowane, ludzie będą szukali miejsc, w których będą mogli pracować poza biurem. Gdzie będziesz pracował, jeżeli dojazd do biura zajmie ci trzy godziny? Dziś nie ma jeszcze dobrej odpowiedzi na te pytania.
Fascynujące rzeczy na ten temat piszą John Worthington i Frank Duffy.To prawda. Duffy w swojej książce „New Office” porusza ten temat dość obszernie. Ciekaw jestem, jak to wpłynie na rozwój technologii. Jedna z firm, z którymi współpracujemy, Building Zones, zajmuje się tworzeniem technologii dla tego rodzaju trzeciej przestrzeni. Muszą powstać w większej ilości kluby pracy, w których dostarczą ludziom dobrego dostępu do internetu, możliwości drukowania itd. Powstanie pewnie nowa funkcja – digital consierge. Będzie to osoba dbająca o pracowników działających poza biurem.
Poznałem dziś więcej technologii niż przez cały ostatni rok. Dziękuję bardzo za rozmowę.Ja również dziękuję. Jak ty się wydostaniesz z mojego biura w ten śnieg?
Popracuję po drodze.Bardzo słusznie! (śmiech)
Philip Ross to najsłynniejszy autorytet w dziedzinie wpływu technologii na miejsca pracy, prezes Cordless Group, firmy zajmującej się konsultingiem, wydającej magazyn „Unwired” i organizującej konferencję Worktech. Autor trzech książek, powstałych we współpracy z Jeremy’m Myersonem: „The Creative Office”, „The 21st Century Office” i „Space to Work”.