Rozmawiał: Maciej Markowski
Okrzyknięty fińskim królem design Eero Aarnio znany jest z tego, że nie udziela wywiadów, a zarządzanie swoim wizerunkiem zostawił córce Rei. Nam udało się go namówić na krótką rozmowę
Sąd wzięło się pańskie zainteresowanie włóknem szklanym i plastikami w latach 60.?Włóknem szklanym zainteresowałem się po wizycie u producenta łodzi z włókna szklanego. Uświadomiłem sobie wówczas niezwykłe możliwości, jakie niesie ze sobą ten materiał.
Eero Aarnio tak bardzo lubi włókno szklane, że w latach 90. przerobił na nie część swoich wcześniejszych projektów, przeznaczonych do wykonania w drewnie. Tak powstał np. stołek Mushroom. Aarnio: Moim pierwszym komercyjnym projektem był stołek z trzciny, który sam wyplotłem w 1954 roku. W 1960 roku rozwinąłem ten projekt w całą rodzinę produktów i znalazłem producenta w Hong Kongu. Pierwsze próbki z włókna szklanego powstały w latach 70., a produkcja na dobre rozpoczęła się dopiero pod koniec lat 90.
Dlaczego został pan projektantem i nad czym obecnie pan pracuje?W młodości moim hobby było budowanie modeli samolotów i łódek, co potem przeniosło się na budowanie większych rzeczy i wreszcie zaprowadziło mnie do Instytutu Sztuki Przemysłowej. Projektuję biżuterię, oświetlenie rotacyjne, rozpocząłem współpracę z firmą Alessi, tworzę akcesoria domowe dla DesignStory – nowego sklepu internetowego zajmującego się sprzedażą designerskich przedmiotów dla domu.
A historia mogła potoczyć się zupełnie inaczej… Jak wspomina Aarnio, na początku lat 60., kiedy za nic nie mógł zdobyć żadnych zleceń, przeczytał ogłoszenie szwedzkiego producenta mebli, chętnego do współpracy z fińskimi projektantami: Ingvar Kamprad szukał designerów z Finlandii. Pojechałem się z nim zobaczyć. W końcu uznałem, że jestem dla niego zbyt awangardowy. Tak czy siak, niewiele brakowało, a zostałbym pracownikiem Ikei.
Jak wpadł pan na pomysł zaprojektowania Ball Chair?To był 1962 rok. Pracowałem na własny rachunek, miałem żonę, dwójkę dzieci, żadnych zleceń i mnóstwo kłopotów. Postanowiłem wreszcie zaprojektować duże, wygodne krzesło. Tworzyłem kolejne szkice, coraz bardziej i bardziej obłe. Wreszcie po wizycie u producenta łodzi z włókna szklanego zrozumiałem, że najlepszą formą dla włókna szklanego jest kula. Wówczas można uzyskać maksymalną wytrzymałość przy minimalnym zużyciu materiału.
Jak głosi legenda, pierwszy prototyp fotela Ball stworzył za pomocą piłeczki ping-pongowej, kartonu i kleju. Kolejny model rzeczywistej wielkości powstał ze sklejki z brązowego papieru w sali szkolnej w miasteczku Salo. Nie była to elegancka praca. Model schnął w nocy, kurczył się i popękał. Uzupełniałem szczeliny gazetą, a gdy to nie wystarczyło, wykradałem ze szkolnych toalet papier toaletowy - wspomina. Wreszcie udało się stworzyć formę, którą później pokrył włóknem szklanym. Efekt pracy przez parę miesięcy stał w jego domu, gdzie Eero używał go jako fotela. Któregoś razu odwiedził go Iiro Santalahti, pracownik fińskiej firmy Asko. Projekt spodobał mu się do tego stopnia, że wymógł rozpoczęcie produkcji fotela. Ball Chair zadebiutował na kolońskich targach meblarskich w 1965 roku i odniósł olbrzymi sukces. Był to pierwszy „nie-drewniany” mebel, produkowany na taką skalę. Drewno ma swoje ograniczenia, a włókno szklane dało mi wolność – mówi Aarnio.
Skąd wziął się pomysł na drzewo dla firmy Martela?Zacząłem projektować wolnostojący wieszak na kurtki, ale zrozumiałem, że ten produkt będzie się lepiej sprawował jako ruchoma ścianka działowa, coś do dzielenia przestrzeni.
Zdaje się, że jest to dość typowa dla niego sytuacja. Aarnio pozwala pomysłom swobodnie rozwijać się w swojej głowie. Najpierw mam wizję formy, potem dopiero funkcji. Pierwsze przychodzi do mnie uczucie, potem kształt, a wreszcie zadaję sobie pytanie: czy to możliwe? Jeśli tak, kontynuuję. Kształt musi być przyjazny. Zawsze od tego zaczynam. Podobnie ma się rzecz z kolorem – przychodzi do mnie bardzo wcześnie. Nie używam standardowej palety, to moje własne barwy. Zresztą funkcje przedmiotów nigdy nie są do końca ustalone. Odwiedziliśmy ostatnio biuro, w którym drzewka Marteli służyły za dekorację holu, a Aarnio ubawiony powtarza historię o tym, jak to biblioteka niedaleko jego domu musiała usunąć Ball Chairy ze swoich sal, bo młodzież nie używała ich do czytania książek…
Zgłasza się pan do firm z pomysłami, czy realizuje ich zlecenia?To zawsze ja zgłaszam się do firm z nowymi pomysłami.
Aarnio szczególnie upodobał sobie współpracę z Włochami: W pełni rozumiem, czemu Włosi przodują w światowym designie. Utożsamiają oni wolnego ducha. Wspierają i zachęcają do kreatywności i – co ważniejsze – dają mi całkowicie wolną rękę. Jak mówi o włoskiej firmie Vialli&Vialli, dla której stworzył słynne klamki: Jeżeli czasem upewniam się, że pasuje im to, co zaprojektowałem, odpowiadają: „Nie pytaj! To ty jesteś tu królem! Twoja praca to projektowanie, nasza to znalezienie technologicznego rozwiązania”.
Przy takiej swobodzie, gdy możesz zaprojektować, co tylko chcesz… Nie wahałbym się tego nazwać sztuką.
Jest pan w branży od półwiecza. Jak zmieniła się w tym czasie?Proces wytwarzania i materiały zmieniły się w nieprawdopodobnym stopniu, a międzynarodowe kontakty stały się czymś oczywistym za sprawą internetu.
Jego projekty ozdobiły wiele reklam i okładek. Jeżeli przejrzymy okładki takich magazynów jak „Vogue”, „Bazaar” czy „Elle” z ostatnich 30 lat, będziemy zaskoczeni, jak często modelki siedzą na najsłynniejszych meblach fińskiego designera. Zwłaszcza w magazynach takich jak „Playboy”, „Penthouse” czy „Maxim” modelki zasiadają w Bubble Chair… Jak mówi Aarnio ze śmiechem: Nic nie poradzę na to, że kobiety zawsze rozbierają się na moich meblach! Jego meble znajdziemy obowiązkowo także w niemal każdym filmie („Faceci w czerni”, „Marsjanie atakują!”), prezentującym wizje przyszłości.
Co ma na pana wpływ?Moja wyobraźnia, nowe materiały i ta metoda, za pomocą której nasi przodkowie rozwiązywali problemy, tworząc odpowiednie narzędzia.
Jak się zdaje, najlepsi designerzy na świecie projektują dzisiaj od razu z myślą o konkretnym materiale. Podobnie Yves Behar – słynie z dobrego wykorzystania szerokiej gamy materiałów. Kiedy spytałem Tomka Regalika i Luke’a Pearsona (wywiad z nim ukaże się wkrótce), jakie największe błędy popełniają młodzi designerzy, obaj bez wahania odpowiedzieli: tworzą w wyobraźni kształty, których potem nie próbują przełożyć na konkretne materiały. Nie można oddzielić pomysłu od tworzywa. Aarnio ujmuje to jeszcze prościej: Projektant musi znać metody produkcji, musi wiedzieć, gdzie mogą kryć się koszty, choćby takie, jak tworzenie formy. Produkcja krzesła nie może kosztować tysiąca euro, raczej dwadzieścia.
Kim są pana ulubieni designerzy?To międzynarodowej sławy architekci. Architektura jest dla mnie inspirująca.
Ta jego fascynacja jest dobrze znana. Zaprojektował wszystkie swoje domy. Pierwszy postawił w 1974 roku w Helsinkach – był duży, kompaktowy, bardzo zwyczajny z zewnątrz, ale wyjątkowo złożony w środku. Jak się zdaje, Eero Arnio czerpie inspiracje z wszelkich możliwych źródeł. Weźmy choćby jego słynny fotel Formula z 1998 roku, zainspirowany pozycją kierowców Formuły 1 w bolidach. Gdy patrzymy na bolid, mając na uwadze fotel, dostrzeżemy punkty oparcia dla rąk i dla pleców. Usuńmy koła, a otrzymamy fotel. Myślę, że to jeden z moich najlepszych projektów! – mówi Aarnio. Zresztą lubi powtarzać, że nie wie, skąd biorą się jego pomysły: Ludzie zawsze mnie o to pytają. Nie mam pojęcia! Co powinienem powiedzieć? Że mam skrzynkę, z której wyjmuję po jednym pomyśle na dzień? Słyszę też, że tworzę futurystyczne meble. Dla mnie nie są nowoczesne. Są dzisiejsze. Ja tak żyję.
W swoich projektach używa pan wielu rozmaitych materiałów. Jak posiadł pan tak rozległą wiedzę na ich temat?Jest takie fińskie przysłowie: „ucz się w czasie pracy”. W moim przypadku to się bardzo sprawdza.
Zdaje się, że ta pasja ciągłego eksperymentowania z materiałami tkwiła w nim od początku. Mama małego Eero przyłapała go kiedyś na wypiekaniu w piekarniku żołnierzyków z papier marché. Na studiach, zafascynowany kształtami osiąganymi poprzez wyginanie wikliny, wyjechał do miejscowości Pirkko, by nauczyć się wyplatania koszy. W 1961 roku stworzył serię ratanowych mebli. Potem przyszły włókno szklane i plastik. Aarnio lubi powtarzać, że eksperymenty z materiałami i innowacje technologiczne otwierają dla designu nowe możliwości: W latach 60. używałem włókna szklanego (ręcznie nakładanego), polipropylenu (wstrzykiwanego do formy) i akrylowych arkuszy (nagrzewanych). Ich użycie nie zmieniło się aż do dzisiaj.
Z którego ze swoich produktów jest pan najbardziej dumny?Bubble Chair, które tworzy się jak bańkę mydlaną, wydmuchiwaną do właściwych rozmiarów bez użycia jakiejkolwiek formy.
Powstały już w 1968 roku kulisty fotel byłby innowacyjny nawet jak na dzisiejsze standardy. Po stworzeniu siedziska Ball Chair chciałem wlać do jego wnętrza światło. Tak wpadłem na pomysł przezroczystej kuli, do której światło dostaje się ze wszystkich stron. Jedynym materiałem, jaki się do tego nadawał, był akrylowy plastik, który podgrzewa się i rozdmuchuje niczym bańkę mydlaną. Chciałem uniknąć ingerencji w formę, dodając do niej podstawę, i tak wpadłem na pomysł zwieszenia go z sufitu. Co fascynujące, mebel ten okazał się niezwykle ergonomiczny, a jego kształt nadaje mu niezwykłych właściwości akustycznych – niemal całkowicie wytłumia odgłosy otoczenia.
Jak długo pana zdaniem zachodnie firmy designerskie będą w stanie konkurować z tymi z rynków rozwijających się?Tak długo, jak jakość produktów i wiedza techniczna zachodnich firm pozostaną wysokie, będą w stanie zachować przewagę nad tańszą konkurencją. Moje pomysły są często kradzione, ale nie przejmuję się tym. Jak mówiła Coco Chanel, nikt nie kopiuje kiepskich rzeczy. Ważne, by nie konkurować cenowo. Wiele fińskich firm koncentruje się na poszukiwaniu najtańszych metod produkcji. A tej bitwy nie będą w stanie wygrać. Zachodnie firmy powinny skupić się na tym, by ich projekty były wybitne.
Aarnio z pewnością wie, co mówi. Jego projekty nigdy nie miały się lepiej, a zachodnie firmy, które miały szczęście otrzymać zaproszenie do współpracy od tego fińskiego projektanta, brylują na rynku. Praktycznie wszystkie jego projekty w dalszym ciągu są w produkcji.
Który projekt był dla pana największym wyzwaniem? Który był najbardziej interesujący?Każdy, do którego realizacji używam nowych materiałów lub metod produkcji, stanowi wyzwanie. Każdy, nad którym w danym momencie pracuję, jest najbardziej interesujący.
I chyba właśnie to nastawienie pozwala mu z pracować z taką niezwykłą pasją i świeżością. „Krzesło to krzesło – ale siedzisko nie musi już być krzesłem!” – parafrazuje wypowiedź Hemingwaya. Do prawdziwie innowatorskich pomysłów potrzeba czystego umysłu. Aarnio z pewnością taki posiada.
Eero Aarnio - urodzony 1932 roku, w latach 1954-57 studiował w helsińskim Instytucie Sztuki Przemysłowej, w 1962 roku założył własną pracownię. Laureat wielu nagród, m.in. Amerykańskiej Nagrody Przemysłowej 1968, współpracownik takich firm jak: Martela, Adelta, Alessi czy Magis. Autor niezliczonych mebli i przedmiotów codziennego użytku, które wyróżnia zabawny kształt.