newsletter
Architekci i projektanci
wydarzenia
Orgatec
23 październik 2012 / Targi

Największe w europie targi mebli, akustyki, oświetlenia, techniki i wykładzin do biura

Creative Affaris, Arkimera, Yenn Design - Młody design

Rozmawiał: Maciej Markowski

W poprzednim numerze opisywaliśmy nasze wrażenia z targów w Mediolanie. Pora przedstawić najciekawszych młodych projektantów, o których prawdopodobnie usłyszymy w najbliższych latach. W sześciu wywiadach spróbujemy nakreślić ich sylwetki i przybliżyć projekty

Creative Affaris, Roman Bianco

Dlaczego studiowałeś product design?
– Moi rodzice to architekci, wychowałem się w kreatywnej rodzinie. A konkretny wybór kierunku studiów… wydaje mi się, że ta dziedzina spośród projektowych wywiera największy wpływ na ludzkie życie. Poza tym chyba zawsze miałem pewien rodzaj wrażliwości względem przedmiotów, czułe oko. Intryguje mnie, co komunikują.

Twoja rodzina pochodzi z Argentyny, wychowałeś się w Hiszpanii, studiowałeś w Wielkiej Brytanii… Czy ten kontakt z różnymi kulturami pomaga ci w projektowaniu?
– Oczywiście. Otoczenie ma na nas ogromny wpływ. Dało mi to wgląd w potrzeby różnych ludzi, ale przede wszystkim inspirację. Pomysły rodzą się z pamięci, z doświadczeń jakie zebrałeś. Bardzo się cieszę, że doświadczyłem tak różnych rzeczy.

Opowiedz o swojej dotychczasowej karierze.
– Studiowałem w Barcelonie. Tam zainteresowałem się wzornictwem przemysłowym i odbyłem dwuletni kurs. Licencjat zrobiłem w Kingston. Pracowałem dla Viable London i w pracowni Pearson&Lloyd. Po pięciu latach wróciłem do Barcelony, pracowałem jako wolny strzelec – rynek pracy dla designerów jest bez porównania większy w Anglii. Wreszcie, z moją żoną, która jest dekoratorem wnętrz, zaczęliśmy współpracę, potem spotkaliśmy pozostałą dwójkę projektantów i półtora roku temu założyliśmy własną pracownię.


Zawiła droga.
– To prawda (śmiech). Ale od początku wiedziałem, że chcę pracować „dla siebie”, więc była w tym wszystkim pewna celowość. Inna sprawa, że może zrobiłem ten krok za wcześnie… ale nie żałuję tej decyzji.

Słyszałem, że ciekawe firmy są zainteresowane waszym krzesłem. Opowiedz o nim.
– Na pomysł na Bark Chair wpadłem dzięki przekrojowi pnia – wnętrze i kora harmonizują ze sobą, choć to oddzielne części. Użyłem dwóch rodzajów drewna, różnego rodzaju wykończenia. Wnętrze zapewnia funkcjonalność i wygodę, a zewnętrze cieszy zmysły.

Jakie widzisz zastosowanie dla tego krzesła?
– Solidne drewno pasuje do różnych przestrzeni – i do biura, i do domowej jadalni.

Drugi produkt, który zwrócił moją uwagę, to lampa Annexo.
– Chcieliśmy zaprojektować proste, geometryczne źródło światła. Kluczowy był wybór materiału, on nadał kontekst całemu projektowi. Stworzyliśmy lampę z dwóch różnych elementów, podobało nam się napięcie między nimi. Górna część jest ze szkła, dmuchanego w tradycyjny sposób, dolna z drewna. Ważne, by łączyć funkcjonalność z estetyką, nadając przedmiotowi wartość symboliczną.

A całość zasilić niebieskim kablem?
– Tak (śmiech).

Przy swojej innej lampie używacie pomarańczowego kabla. Podoba mi się, że podkreślacie ten element, który większość lamp skrzętnie stara się ukryć.
– Tak, tak. Taki był nasz cel. Chcieliśmy wskazać, skąd bierze się światło, którędy trafia do lampy. Szukaliśmy też nowych pomysłów – wszyscy chowają kable i podstawy swoich lamp, pomyśleliśmy: oprzyjmy na tym design całej lampy!

Czy większość waszej działalności skupia się na projektowaniu wnętrz?
– Nie. Tworzymy też dużo produktów, zwłaszcza w ostatnich miesiącach, przed targami w Mediolanie. Jest to jednak praca nad własnymi pomysłami, nie zlecona.

Nie planujecie robić mebli, produktów na zlecenie firm?
– Chcielibyśmy, oczywiście. Chcemy kontynuować nasze projekty, ale też działać bardziej komercyjnie. W tym roku chciałbym wprowadzić tak wiele produktów rynek, jak to tylko możliwe (śmiech).

Powodzenia.


Arkimera, Francesco Della Valle

Jak się poznaliście?
– Studiowaliśmy na tej samej uczelni w Ferrarze. Davide zaczął pracować dla ważnego studia w Bolonii, a ja dla największej pracowni w San Marino. Podczas wakacji wpadł na mnie właśnie w tej małej republice. Dwa lata później założyliśmy pracownię Arkimera.

Czym się wyróżniacie spośród innych młodych pracowni?
– Interesują nas detale. Zaczęliśmy od projektowania domów i zajmowaliśmy się tam wszystkim. Chcieliśmy stworzyć coś nowego, co nie istniało nigdy wcześniej. Tak powstało Ambito. Można powiedzieć, że to lampa, ale ona nadaje ton całemu biurku, definiuje przestrzeń użytkownika. Może to być korzystne dla osób z laptopami, pracujących w open space'ach – nasz produkt umożliwia im zajęcie przestrzeni, spersonalizowanie jej.

Co zainspirowało cię do studiowania wzornictwa przemysłowego?
– Ja i Davide lubimy prace manualne. Nasz produkt został w całości zaprojektowany i wyprodukowany przez nas. Ludzie pytają, w której fabryce wykonano nasz prototyp, a my zrobiliśmy go sami i to przy użyciu prostych narzędzi!

Od początku wiedzieliście, że chcecie wykonać ten produkt w corianie?
– Tak, bo dzięki temu mogliśmy zrobić go własnoręcznie.

Nad czym teraz pracujecie?
– Nad kolejną lampą, ale to wielki sekret! (śmiech)

Myślicie, że wyróżnienie, które tu dostaliście, pomoże wam znaleźć producenta dla waszej lampy?
– Tak. Szczerze mówiąc, jesteśmy zaskoczeni zainteresowaniem, jakie wzbudziła. Już pewne jest, że zaraz wejdzie do produkcji.


Yenn Design


Jakie były początki waszej firmy?
– Studiowaliśmy w Bangkoku, potem od razu założyliśmy firmę. Początki były trudne – ale targi w Mediolanie w 2009 roku były dla nas przełomowe. Polecały nam je liczne tajskie firmy meblowe jako miejsce, gdzie można wypłynąć, i tak właśnie się stało. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że nasze portfolio spodobało się także w tym roku i zostaliśmy zaproszeni po raz drugi.

Planujecie przyjechać tu po raz trzeci za rok?
– Oczywiście.

Opowiedz zatem o produkcie, który tu przywieźliście.
– Chcieliśmy stworzyć wygodną pufę, taką jak klasyczna, ale nie zajmującą tyle miejsca. Pufy są bardzo praktyczne w użyciu, ale ich przechowywanie jest kłopotliwe. Zależało nam na możliwości oszczędzania przestrzeni. Nasza pufa ma cztery nogi, dzięki czemu można ją postawić w kącie i zajmuje o wiele mniej miejsca. Przypomina zwierzę – może być twoim przyjacielem i pilnować pokoju, kiedy cię nie ma w domu lub w biurze (śmiech).

Pracujecie nad innymi projektami?
– Obecnie skupiamy się na tym. Podczas targów skontaktowało się z nami sporo firm zajmujących się dystrybucją, mamy więc nadzieję, że zaczniemy sprzedawać te pufy masowo. Jeżeli weźmiemy się za coś nowego, będzie to na pewno podobny produkt, służący do relaksu. W Tajlandii lubimy relaks (śmiech).


Philip Alstrom

Co zainspirowało cię do stworzenia tego projektu?
– Liść monstera – rośliny o olbrzymich liściach, która nadała też nazwę siedzisku. Od kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy, nie mogłem się uwolnić od myśli: jak duże mogą być te liście, by dało się na nich siedzieć? Rozważając ten problem, zacząłem szkicować.

Wygląda na produkt, którego stworzenie mogło dostarczyć problemów…
– I dostarczyło (śmiech). Największą trudnością było stworzenie kształtu, który byłby wydajny i powtarzalny w produkcji oraz miał wystarczająco mocną strukturę. Całość wzmocniona jest stalowym szkieletem. Wyznam ci, że naprawdę nie było to łatwe. Na szczęście w trakcie projektu zdobyłem wsparcie kilku specjalistów. Gdyby nie to, nie wiem, ile to krzesło by kosztowało – pasja ma swoje granice (śmiech). W trakcie projektowania dokonywałem licznych ulepszeń, jak choćby system mocowania podstawy. Teraz jest wymienialna.

Dlaczego zostałeś designerem?
– Pracuję jako twórca aplikacji dla norweskiej firmy Solid Works. Czuję jednak potrzebę większej kreatywności, urzeczywistniania pomysłów. Jestem inżynierem o specjalizacji projektowanie procesu produkcyjnego i tworzenie nowych produktów.

To może się przydać przy projektowaniu mebli.
– Zdecydowanie. Co ciekawe, nie uczęszczałem na wiele kursów designerskich. Moim narzędziem są programy, w których projektuje się trójwymiarowo. Uważam, że ławka szkolna to nie jest dobre miejsce do nauki (śmiech). Ja uczyłem się, pracując, projektując samodzielnie.

Od momentu, gdy ujrzałem ten fotel, nie mogę przestać myśleć o tym, ile on waży…
– Cóż, nie jest bardzo ciężki. Górna część waży 40–50 kg, do tego można dodać wagę podstawy – 10 kg. Pewnie interesuje cię też cena, ale ona zależy od wielu czynników, np. czy projekt wejdzie do masowej produkcji, czy będzie robiony na zamówienie.

Basho Trybek

Jesteś jednym z dwóch polskich designerów, obecnych na Saloni Satellite. Jak udało ci się tu znaleźć?
– Przyjechałem tu pierwszy raz dwa lata temu. Miałem okazję zobaczyć ciekawe produkty, które znałem wcześniej tylko ze zdjęć. To zupełnie co innego móc usiąść i dotknąć lubianego mebla. Gdy zwiedzałem część poświęconą młodym designerom, zrozumiałem, że to jest miejsce, gdzie należy się pokazać, gdzie warto zaistnieć. Jeszcze rok temu byłem tutaj jako gość, potem zebrałem odpowiednie dokumenty i wysłałem je ze zdjęciami moich dwóch prototypów. Udało się.

Trochę trwało, zanim zrozumiałeś, że chcesz zajmować się projektowaniem.
– To prawda. Studiowałem przez pewien czas architekturę, a także fotografię. Długo zajmowałem się grafiką. Odnalezienie obecnej ścieżki zajęło mi sporo czasu. Od paru lat wiem już jednak, że chcę się zajmować projektowaniem mebli i produktów.

Skąd w takim razie pomysł na wystawiane tu meble? Zacznijmy może od „krzesła z piłek”.
– Pomysł nasunęły mi piłeczki antystresowe. Wpadłem na to, że można ich użyć do tworzenia powierzchni i że będzie ona wygodna i przyjemna w dotyku. Do stworzenia drucianej ramy zainspirował mnie koszyk do zbierania piłek tenisowych. Pod naciskiem piłki wskakują do środka i zostają. Tutaj mamy podobny system. Kolejnym krokiem była już praca nad formą, tak by konstrukcja działała w najprostszy sposób. Rozwiązaniem są tu dwie kratownice, przesunięte względem siebie tak, że piłka wpada w kwadratowy otwór, a przesunięta kratownica pod spodem daje podparcie w postaci skrzyżowanych prętów.

Jak wygląda wytrzymałość takich piłek? Odkształcają się po jakimś czasie?
– Nie, nie odkształcają się. To po prostu pianka poliuretanowa – można powiedzieć gąbka. Prawdopodobnie po paru latach ten materiał może tracić swoje właściwości, ale moje krzesło, a używam jednego w domu, po pół roku funkcjonuje bez zarzutu. Zresztą piłeczki można łatwo wymienić. Możemy stworzyć własny design, mając do dyspozycji różne kolory.

Za rok też cię tu zobaczymy?
– Tak, już pracuję nad kolejnymi projektami. Na pewno chcę się skupić na projektowaniu. Zobaczymy zresztą jak potoczą się losy tego siedziska – widać duże zainteresowanie ludzi, mediów, także jakieś zainteresowanie producentów. To dla mnie coś nowego. Zobaczymy więc jak to się rozwinie. Mam nadzieję, że znajdę producenta, a jeżeli nie, to pomyślę o własnej produkcji – na szczęście to mebel dość tani w wytwarzaniu. Od początku nastawiałem się właśnie na wybór niedrogich materiałów i prostą metodę produkcji.


Beyond Standards (Szymon Nawój i Karolina Tyjka)

Skąd wziął się wasz pomysł na te ławki?
Karolina Tyjka: Ze sposobu picia kawy. Kiedy wychodzisz do ogrodu z kubkiem kawy w ręce i z gazetą pod pachą, od razu chcesz gdzieś usiąść. Nie musisz szukać stolika i krzesełka, wystarczy ci nasza ławka. Podobała nam się też idea formowania własnej przestrzeni. Sami decydujemy, czy stolik będzie większy czy mniejszy, czy siedzimy bliżej czy dalej kogoś.

Czyli pomysł wyszedł od funkcji?
K.T.: Tak, od pewnej potrzeby. Początkowo chcieliśmy stworzyć ławkę ogrodową, bo mnie osobiście ogród kojarzy się z poranną kawą. I tak to się zaczęło. Spodobał mi się też pomysł na to, że w przypadku pełnego zamknięcia ławka zmienia się w leżak.

Jakie były największe trudności w tworzeniu tego produktu?
Szymon Nawój: Mieliśmy pewne problemy techniczne, tj. musieliśmy wymyślić sposób blokowania tych elementów. Musieliśmy sprawić, że to będzie mebel wygodny do obracania, a jednocześnie bezpieczny. Wymyśliliśmy mechanizm automatycznie blokujący ustawienie. Ważne też, by można było usiąść z obu stron, tak że np. wdrapujące się dziecko będzie bezpieczne, żaden element nie złoży się i nie przytrzaśnie nikomu ręki.

Jak doszliście do decyzji o wspólnym założeniu pracowni?
K.T.: Po studiach każde z nas pracowało osobno. Szymon głównie projektował wnętrza, zajmował się też wystawiennictwem np. w Muzeum Narodowym w Poznaniu. Ja po skończeniu jednych studiów produktowych poszłam na projektowanie procesu i produktu w Berlinie. Tam zetknęłam się z bardzo ciekawym i zaawansowanym podejściem do projektowania. Przez parę lat pracowaliśmy osobno i dopiero trzy, cztery lata temu zaczęliśmy pracować razem. Mamy poczucie, że wzajemnie dużo sobie dajemy. Nieraz niemieckie firmy, z którymi współpracowaliśmy, ceniły sobie to podwójne spojrzenie – od strony produktu i od strony architektury.

Domyślam się, że Coffee Bench to nie jest wasz pierwszy wspólny projekt?
K.T.: Jeśli chodzi o architekturę wnętrz, to mamy już sporo dokonań, natomiast doprowadzenie produktu do etapu produkcji przemysłowej jest w Polsce niezwykle trudne. Obecnie wdrażamy właśnie do produkcji masowej dwa wzory przemysłowe alkomatów. Fantastyczne jest, że to młoda polska firma zatrudniła polskich projektantów do stworzenia designu dla ich produktu. Poza tym mamy na koncie różnego rodzaju lampy, półki… Ten projekt jest po prostu dość wymagający. Wystawialiśmy go już w Londynie na 100% Designu, w Belgii w Kortrijk. Wdrożenie go do produkcji i zadbanie o bezpieczeństwo użytkowników wymaga znacznych nakładów finansowych.

Zgłaszają się już do was potencjalni producenci?
K.T.: W Londynie mieliśmy okazję sprzedać nasz produkt tamtejszej firmie, potem po Belgii mieliśmy parę ofert – w tym od jednej firmy z Polski. Obecnie produkujemy go sami, z pomocą pewnej spółki polsko-niemieckiej, i mamy też ofertę „nie do odrzucenia” od poważnej firmy niemieckiej, więc zobaczymy, co z tego wyjdzie. Jeżeli ta firma się zdecyduje, to na pewno wersję do użytku we wnętrzach byśmy im sprzedali.

Robicie różne rzeczy: alkomat, ławka…
S.N.: Tak, także włączniki do światła, projekty wnętrz. Zaprojektowaliśmy nawet statuetkę dla urzędu marszałkowskiego w Poznaniu, którą honorowane są najbardziej innowacyjne przedsiębiorstwa Wielkopolski.

Widziałem, że projektowaliście także biura. Czy widzicie w nich zastosowanie dla waszej ławki?
– Owszem, w poczekalniach jak najbardziej. Ostatnio Allegro chciało od nas kupić parę egzemplarzy.

Dodaj komentarz

Autor *
E-mail
Komentarz *
Dodaj 2 do 5 *