newsletter
Architekci i projektanci
wydarzenia
Think & Drink
8 marzec 2012 / Event

European best practice in Real Estate and Workplace Stretegy Prezentacje liderów DEGW z: Hiszpanii, Holandii, Wielkiej Brytanii, Niemiec

Orgatec
23 październik 2012 / Targi

Największe w europie targi mebli, akustyki, oświetlenia, techniki i wykładzin do biura

Stefan i Ewa Kuryłowicz – Związek murowany

Izabela Kamińska: Czy codzienna praca pozwala Państwu na realizację architektonicznych ambicji?

Stefan Kuryłowicz: Oczywiście. Gdyby nasza praca nie zaspokajała naszych ambicji i nie dawała satysfakcji, zapewne przez 35 lat, a tyle trwa moja zawodowa działalność, kilkakrotnie zmienił bym swe zainteresowania i sposób zarabiania na życie. Architektura, ta zbudowana, nie powstaje w próżni. Tworzona jest zawsze w określonych warunkach zewnętrznych i na czyjeś zamówienie. Realizujemy je więc w takim zakresie, w jakim jest to możliwe. Mamy ponadto marzenia o projektach i budynkach, jakie chcielibyśmy dla zaspokojenia zawodowych ambicji kiedyś zaprojektować i wybudować. Te marzenia i wiara, iż kiedyś się uda nam się je spełnić, wyzwalają konieczne w tym zawodzie zaangażowanie i entuzjazm.



Ewa Kuryłowicz: Architektura to nie są tylko ambicje. Myślę, że o wiele ważniejsza jest pasja, zaangażowanie, marzenia, plany, zainteresowania... To jest taka praca, o której nie można przestać myśleć. Z drugiej strony, jeśli architekt jest za ambitny, to może być bardzo nieszczęśliwy, ponieważ te ambicje nie zawsze można zrealizować.

Najlepszy klient to klient wymagający, wiedzący, czego chce, czy też taki, który daje pełną swobodę twórczą?

Warunkiem powstania naprawdę wartościowej architektury są wysokie lecz czytelnie zdefiniowane wymagania zamawiającego, klienta, fundatora dzieła, jakim jest budynek, oraz uwarunkowania lokalizacyjne w jakich on powstaje. Głęboko wierzę, iż im wyższe są oczekiwania i wymagania oraz specyficzne, wymuszające dyscyplinę i konieczność wysiłku uwarunkowania zewnętrzne, tym większa szansa na sukces projektu. Myślę, że uważa tak większość architektów. Tworzenie architektury to pokonywanie kolejnych wyzwań, czasem na granicy ryzyka. Jej przekroczenie jest porażką i inwestora i twórcy. Jednocześnie trudne warunki, wymagająca lokalizacja, duża ilość zewnętrznych uwarunkowań, burzliwa droga projektowania, rodzą potrzebę poszukiwania nowych rozwiązań, a tym samym zwiększają prawdopodobieństwo powstania ciekawego budynku.



Jeśli wymagania rodzą się z trzeźwego podejścia do sprawy, z realnej świadomości klienta, to one są tylko dobre, działają pozytywnie. Jednak wymagający klient może być też bardzo przykry, ponieważ zdarza się, że te wymagania wynikają z innego rozumienia tego, co faktycznie można zrobić, lub z nieznajomości tematu. Wtedy trzeba umieć wyłożyć swoje racje i nie wolno się obrażać. Mediacyjność jest tu podstawą. Poza tym trzeba mieć wielkie pokłady spokoju i ogromną cierpliwość. Rozmowy z klientami są często bardzo emocjonalne, ponieważ w grę wchodzą czyjeś ambicje, marzenia, no i niejednokrotnie ogromne pieniądze.

Architektura zdominowana jest przez świat mężczyzn. Z czego to wynika?

Nie zgadzam się z tym, to nie prawda!

Prawda, prawda. Chociaż jest coraz lepiej. Kiedy w 1991 roku byłam na kongresie organizacji kobiet architektów (UIFA) w Danii, dało się słyszeć wiele głosów, że kobiety nie są dopuszczane do studiów architektonicznych, że ich wynagrodzenia są o wiele niższe od wynagrodzeń mężczyzn. Podczas kolejnego kongresu UIFA w Tokio w 1998 r. zaobserwowałam już pozytywne zmiany. Jest nieźle, ale zależy to oczywiście od kraju. Trzeba tu też zaznaczyć, że architektura nie należy do zajęć łatwych, w wielu przypadkach wymaga wrażliwości, którą można porównać do skóry hipopotama i myślę, że to może eliminować dużo kobiet. W naszej pracowni kobiety odgrywają taką sama rolę jak mężczyźni, są decyzyjne, prowadzą projekty. Zdarzały się jednak sytuacje, w których trzeba było walczyć ze stereotypami. Mój mąż patrzy na to trochę inaczej, ponieważ jego mama studiowała architekturę i chociaż sama nie pracowała w zawodzie, mnie zawsze wspierała, pomagała mi, kiedy urodzili się nasi synowie, bardzo chciała żebym ja mogła projektować. Poza tym mój mąż w ogóle wierzy w kobiety.

Jestem gorącym zwolennikiem kobiet w architekturze. Sami mężczyźni w tym zawodzie to byłby prawdziwy dramat dla klimatu w pracowniach i dla jakości architektury. Zabrakło by w niej emocji, która wyzwalają w ogromnej mierze właśnie kobiety. Chociażby z zawodowego obowiązku jestem miłośnikiem rzeczy pięknych i wdzięcznych, a więc przede wszystkim kobiet, wśród których podziwiam i admiruję mą drogą żonę Ewę, znakomitego architekta. Na Wydziale Architektury w Warszawie kobiety stanowią większość wśród studentów i oceniając ich predyspozycje na etapie studiów, w wielu przypadkach, oceniam je wyżej niż u mężczyzn. Zdarzają się oczywiście sytuacje, wymagające bardziej technicznego podejścia, czy też umiejętności autorytarnych zachowań i w nich lepiej (acz nie zawsze) znajdują się mężczyźni. Współczesna architektura nie mogła by rozwijać się bez udziału kobiet. W naszej pracowni bardzo staramy się, by te proporcje były równe.

Powstała budowla. Jestem jej autorem. Jakie to uczucie?

„O Jezu, wreszcie!" To jest pierwsze uczucie – radość, że budynek już jest. Zwłaszcza, iż pod koniec budowy jesteśmy zwykle bardzo zmęczeni. Proces powstawania budynku od pierwszych szkiców do zakończenia budowy jest zazwyczaj trudny i długi, liczony w latach. Czas ten to euforia tworzenia koncepcji, trudny i niewdzięczny proces rysowania projektów wykonawczych i długi, zawsze pełen napięcia oraz mniejszych i większych dramatów okres budowy. Ukończony budynek to ponownie euforia, ogromna satysfakcja i możliwość swobodnego snucia „opowieści wojennych".



Ja mam na to zupełnie inne spojrzenie. Być może jest to babska cecha, ale ja niestety nie potrafię się tym w pełni cieszyć. Zawsze, o zgrozo, widzę te rzeczy, które się nie udały, bądź nie wyszły tak, jak to planowaliśmy. Moja wyobraźnia już wcześniej intensywnie pracuje, więc nigdy nie jestem jakoś specjalnie zaskoczona efektem, choć z pewnością jest to generalnie miłe wreszcie wejść do budynku, który materializował się przez lata, a zaczął się w naszej głowie

Myślę, że podejście mojej żony szczęśliwie pozwala nam obojgu czuć satysfakcję. Ja jestem zachwycony ogólnym efektem, a Ewa nie pozwala mi przejść do porządku dziennego nad uchybieniami. Te występują zawsze, a ich świadomość pozwala ograniczyć ilość błędów w dalszej działalności.

Jak wygląda projektowanie w Państwa wydaniu? Jest to eksplozja pomysłów, szybkie działanie, czy raczej powolny proces, w którym jest miejsce na dopieszczanie szczegółów?

Zależy przede wszystkim od rodzaju projektu, jakim się zajmujemy. Do każdego podchodzi się inaczej. Jeśli jest to konkurs, to właściwie zawsze jest to eksplozja, liczy się czas, którego jest jak na lekarstwo. Oczywiście, jeśli jest to możliwe, działamy wolniej, dochodzimy do tego spokojniej. W dzisiejszy czasach jednak rzadko się tak zdarza, żeby projekt rodził się tylko w jednej głowie. By powstała budowla, potrzeba do tego zespołu ludzi, w którym każdy ma swoje zadanie i odpowiednio przeznaczony czas na jego realizację.

Jak wygląda kondycja naszej architektury biurowej?

Rynek budynków biurowych wygląda względnie dobrze. Przywoływany obecnie szeroko kryzys będzie dla biur mniej dotkliwy niż w przypadku realizacji mieszkaniowych. Z perspektywy naszej pracowni mogę powiedzieć, iż kilka projektów zostało zawieszonych, lecz jednocześnie jesteśmy też pod presją by rozpocząć projektowanie nowych. W samej Warszawie prowadzimy budowę czterech biurowców o znaczących gabarytach i w prominentnych lokalizacjach. Na lepsze czasy będą musiały poczekać budynki o mniej przemyślanych parametrach, w gorszych lokalizacjach. I chyba dobrze. Być może ograniczy to ilość inwestycji przypadkowych, dając szansę ich inwestorom na rewizję planów i bardziej uzasadnione decyzje.

Jak należy projektować biura, by pracowało się w nich lepiej?

Mądrze! Budynki biurowe budowane na wynajem, bez zdefiniowanych potrzeb konkretnego użytkownika, muszą uwzględniać hipotetyczne oczekiwania niemal każdego potencjalnego najemcy. Warunkiem powodzenia oprócz właściwych wskaźników ekonomicznych jest maksymalna elastyczność powierzchni i właściwe jej uzbrojenie techniczne.

Myślę, że w przypadku biur ważna jest jak największa personalizacja wnętrz, bo to właśnie wyznacza ich luksusowość. Chyba w tym kierunku to będzie zmierzać.

Pani Ewo, w swojej pracy naukowej zajmowała się Pani problemem osób niepełnosprawnych. Co zrobić, by to zagadnienie nie było widziane tylko w aspekcie projektowania, by powstawały uniwersalne biura, znoszące bariery stojące przed osobami niepełnosprawnymi?

Pozornie jest to bardzo proste. Zgodnie z przepisami budynki muszą spełniać wymagania prawa budowlanego, w tym nakaz uwzględniania potrzeb osób niepełnosprawnych. Rzeczywistość oczywiście nie jest aż tak różowa, ale jestem przekonana, że ich pełna i powszechna dostępność to kwestia kilku najbliższych lat. Dziś nie jest tak, że inwestor chce – on musi zgodzić się na projekt uniwersalny. I dzięki Bogu! Dla nas problemy niepełnosprawnych zawsze były bardzo bliskie. Od ponad trzydziestu lat wszystkie realizowane przez nas budowle są tak projektowane, by były dostępne również dla niepełnosprawnych.

Jak będą wyglądały biura przyszłości?

W zeszłym roku oglądałam eksperymentalne projekty jednej z amerykańskich firm projektujących meble biurowe – systemy mebli pozwalające na ciągłe modyfikacje przestrzeni biurowej. Wydaje mi się, że na tym będzie polegać przyszłość biur – na możliwości ciągłej zmiany układu i formy przestrzeni. Każdy pracownik będzie szybko zmieniał stanowisko pracy i równie szybko będzie mógł spersonalizować swoje obecne miejsce w biurze. Myślę tu o nawet bardzo drobnych elementach, jak otwór na kwiatek, miejsce na ulubiony kubek, ramkę ze zdjęciem. Poza tym ważna jest duża ilość światła i elementów zielonych, by człowiek nie czuł się stłamszony.



Biuro jako miejsce pracy dużych zespołów, wykonujących pracę określaną jako „niefizyczną" (mam czasem wątpliwości, czy słusznie), jeszcze przez lata wyglądać będzie zapewne w sposób zbliżony do tego, jak wygląda i działa obecnie. Z czasem przestanie zapewne być potrzebne, a i współpracujące z sobą zespoły ograniczą się do komunikowania drogą elektroniczną. Ale musimy na to poczekać, przynajmniej przez kolejne pokolenie.

Wymarzony projekt to...?

Każdy następny. Ten, który mamy zrobić, czy też o który się staramy. Chciałbym zaprojektować i wybudować naprawdę wysoki dom, marzyłem zawsze o zrobieniu teatru i chyba w końcu się to zrealizuje we Wrocławiu. Każdy nowy projekt, każdy klient, to nowe wyzwanie i szansa na sukces. Bez względu na skalę inwestycji i jej charakter.

Jakich zleceń Autorska Pracownia Kuryłowicz & Associates by nie zrealizowała?

W odległej przeszłości kilkakrotnie miałem propozycję projektowania prefabrykowanych zespołów mieszkaniowych – bloków, jednak nigdy się ich nie podjąłem. I chyba dobrze.

Zajmujecie się Państwo projektowaniem i nauczaniem architektury. Czy któraś z tych dziedzin jest Państwu bliższa?

Nie sposób tego rozdzielić. Wydaje mi się, że nie mógłbym uczyć, nie projektując. Jednocześnie o wiele trudniej byłoby mi projektować, gdybym nie uczył i nie miał stałego kontaktu z młodymi ludźmi przymierzającymi się do pracy w zawodzie architekta.

Obydwoje zajmujemy się projektowaniem, jednocześnie ucząc i to się doskonale uzupełnia. Kształcąc mamy możliwość podsumowywania tego, co robimy, ponieważ staramy się uczyć nie tego, co sami potrafimy, ale  jak najlepszego podejścia do zawodu, jego różnych aspektów. To jest niezwykła konfrontacja własnego wyobrażenia o architekturze z wyobrażeniem ludzi o generację od nas młodszych. Konfrontacja ta pomaga nam i ułatwia możliwość krytyki tego, co sami robimy, a także daje możliwość subiektywnej oceny tego, co powstaje w architekturze obok.

Czy młodzi ludzie mają dziś coś ciekawego do powiedzenia?

Zawsze. Są otwarci, pozbawieni kompleksów, ciekawi świata, potrafią zadawać trudne pytania i poszukiwać na nie własnych, autorskich odpowiedzi. Jeśli kiedyś będzie się mówiło o polskiej architekturze, o polskich architektach, to będzie to z pewnością efekt pracy naszych studentów.

Proszę o dokończenie zdania: Projektowanie jest zajęciem dla osoby, która...

...na najprostsze pytania stara się odnaleźć własne, indywidualne odpowiedzi. Która każdy projekt, każde zadanie traktuje jako wyzwanie, a nie konieczność do wykonania.

Czy myśleliście kiedyś Państwo o zmianie branży i o zajęciu się jakąś inną, mniej stresującą pracą?

Czasami, zwłaszcza w monetach trudnych, kiedy sprawy nie układają się po mojej myśli, mam ochotę machnąć na to ręką. Na szczęście te pomysły szybko odchodzą i wracam do codziennej pracy. Kiedyś marzyłem o karierze sportowej, jednak doznałem ciężkiej kontuzji na tyle wcześnie, że nie było o tym mowy. Emocje, które dawniej dawał mi sport, dziś dostarcza mi architektura. Na bycie pilotem, żeglarzem, czy lekkoatletą jest już szczęśliwie za późno. Wolę się tym zajmować amatorsko.

Prof. Ewa Kuryłowicz
Ukończyła Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej, gdzie obroniła dyplom magistra inżyniera architekta, uzyskała stopień naukowy doktora nauk technicznych, a także stopień doktora habilitowanego. Obecnie jest kierownikiem Pracowni Projektowania i Teorii Architektury na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, a także associate architektem w Architektonicznej Pracowni Autorskiej Kuryłowicz & Associates.

Prof. Stefan Kuryłowicz
Absolwent Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. Obecnie prof. nzw. dr hab. Politechniki Warszawskiej, kierownik Pracowni Projektowania Przemysłowego i Wielkoprzestrzennego, a także architekt SARP. W 1983 roku założył Autorską Pracownię Architektury Kuryłowicz & Associates, w której jest dziś szefem i głównym projektantem.

Komentarze

09.06.2011, 06:30Kris J Wiacek RAIA Architect
Serdeczne wyrazy wspolczucia dla Ewy i Rodziny przesyla z Australii kolega z roku 1977 Krzysztof Wiacek

08.06.2011, 14:36warszawianka
Profesor Kuryłowicz był wybitnym architektem ale jednocześnie bardzo dobrym człowiekiem, pogodnym, otwartym i życzliwym. Jego tragiczna śmierć to olbrzymia strata dla polskiej architektury. Wyrazy współczucia dla najbliższych, Rodziny i współpracowników.

Dodaj komentarz

Autor *
E-mail
Komentarz *
Dodaj 1 do 3 *