newsletter
Architekci i projektanci
wydarzenia
Orgatec
23 październik 2012 / Targi

Największe w europie targi mebli, akustyki, oświetlenia, techniki i wykładzin do biura

Konrad Kucza-Kuczyński – Architekt z wyboru

Izabela Kamińska: Pana książka Zawód – architekt pisana jest w niezwykle przyjazny i łatwy w odbiorze sposób. Poza tym wskazówki, jakich Pan udziela architektom (mówię o odpowiedzialności, pokorze, powołaniu, pasji…) są na tyle uniwersalne, że każdy powinien je przeczytać.

Prof. Konrad Kucza-Kuczyński: Moim założeniem rzeczywiście było napisanie książki, która byłaby naukowa i jednocześnie strawna, dawała się łatwo czytać. Jestem zwolennikiem typu tych zachodnich książek naukowych, niekoniecznie z mojej dziedziny, które mimo że zawierają głęboką wiedzę naukową, są rozumiane nawet przez niefachowców. Książka ta jest też moim prywatnym spojrzeniem na zawód. Obserwuję i oceniam różne zdarzenia, które spotykałem w życiu zawodowym, a te zdarzenia są oczywiście podobne także w innych zawodach. Pojęcie odpowiedzialności, które wprowadzam na pierwszy plan, ustawia wszystko w płaszczyźnie bardziej ogólnej, bo przecież odpowiedzialność dotyczy każdego człowieka. Aczkolwiek znajdują się tu również uszczegółowienia związane z zawodem architekta, do którego ta książka jest przede wszystkim skierowana.



I.K.: Wszystkie realizacje wykonane przez Pana wydają się bardzo poważne. Lubi Pan eksperymentować i żartować, czy architektura to po prostu śmiertelnie poważna dziedzina?

K.K.: Niektóre typy architektury są na tyle nowatorskie, poszukujące, że czasem mogą spowodować wrażenie żartu. Na zasadzie zaskoczenia, eksperymentu wydają się dowcipem. Projekt Centre Pompidou w Paryżu był tak właśnie traktowany, z czasem jednak doskonale się przyjął, co więcej – ożywił przestrzeń miasta. Ale były oczywiście i takie projekty, które okazały się porażką. Żartem był dla mnie natomiast postmodernizm, mówię tu o postmodernizmie jako ruchu w architekturze, ponieważ w innych dziedzinach sztuki jak muzyka czy film, objawił się on bardzo ciekawie. Kolumna koryncka z nierdzewnej stali, czy też formowanie w ścianie pęknięcia z betonu, to zabiegi które wydają mi się zupełnym żartem. Wyrosłem z modernizmu, moi profesorowie byli klasycznymi modernistami warszawskiej szkoły międzywojnia. Robiłem dyplom u profesora Pniewskiego, który był aż monumentalny, poważny i daleko mu było do żartowania w architekturze. Chociaż w życiu codziennym, wydziałowym było miejsce na humor. I takie podejście mi też odpowiada. Pewna powaga w tej dziedzinie jest potrzebna. Architekturę traktuję bardzo poważnie, co wynika również z typu obiektów, jakimi się zajmuje. W domu czy kościele nie ma miejsca na żart.

I.K.: Obecnie w wielkich miastach odczuwamy coraz większe zatłoczenie i intensywność. O dziwo, im większa aglomeracja, tym przestrzeń jest bardziej przepełniona i tłok większy. Panie Profesorze, czy ma Pan pomysł na walkę z tym procesem i czy bitwa o przestrzeń w metropoliach jest do wygrania?

K.K.: Ja się tego nie boję, wręcz przeciwnie – miasto ma prawo być ciasne w sensie wrażenia przestrzennego. Choć oczywiście ta ciasnota ulic powinna nagle przejść w plac czy skwer. Przyznam, że ja bardzo dobrze czuje się w ciasnych miastach. Odpowiada mi na przykład Paryż, który zacieśnił się w przeciągu kilkudziesięciu lat w sposób bardzo rozsądny i harmonijny. Czy też Barcelona, z gęstą zabudową, ale poprzetykaną wolnymi, publicznymi przestrzeniami otwartymi. Warszawę niestety spotkało niezbyt sensowne zacieśnianie, co nadal postępuje. Brak u nas gry przestrzennej, która daje urodę miastu.



I.K.: A co Pan sądzi o projekcie Loftcube Wernera Aisslingera z Niemiec, czyli przenośnym, luksusowym domu instalowanym na dachach? Czy Pana zdaniem alternatywą dla dzisiejszych miast może być „kabina do mieszkania”?

K.K.: Co jakiś czas powstają pomysły z których niewiele potem wynika. W danej chwili obiegają całą prasę światową, ale potem nie są powtarzane. Oczywiście każdy ma wolność wyboru. Jeden mieszka w loftach, ktoś inny pod Warszawą na wsi lub w Śródmieściu, jeszcze inny w tych „komórkach” usadowionych gdzieś na dachu. I to jest dla mnie model, model wyboru.

I.K.: Polskie społeczeństwo staje się chyba coraz bardziej świadome konieczności dobrej architektury. Czy obserwuje Pan w codziennej pracy architekta potrzebę nowych rozwiązań, ciekawego designu, przemyślanych konstrukcji w zamówieniach klientów?

K.K.: Powoli tak. Chociaż nie ma co ukrywać – mieliśmy pięćdziesiąt lat oderwania się od cywilizacji zachodniej w sensie przestrzennym i architektonicznym, przerwy, która zrobiła swoje. Udało nam się stosunkowo niedawno wrócić do tej świadomości otwartego, wolnego rynku architektury i architektów. Nasi klienci powoli zaczynają doceniać jakość przestrzeni. Niestety nie docenia tego nasza władza (czytaj – rządy). Ucinane są wszystkie sprawy związane z poszukiwaniem zapisu prawnego zasad ładu przestrzennego. Większość krajów ma uchwaloną tzw. „politykę w dziedzinie architektury”. Są to przyjęte deklaracje rządowe związane z porządkiem w przestrzeni. Mamy w Polsce obiekty architektoniczne na dobrym poziomie, nieustępujące osiągnięciom europejskim, natomiast ład przestrzenny krajobrazu jest u nas zerowy.

I.K.: Co Pan myśli o pracy polskich architektów i projektantów w Szwecji, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Holandii, Danii…?

K.K.: Po studiach, przez rok byłem w Paryżu, chociaż były to zupełnie inne, odległe czasy. Wyjechałem po to, żeby zobaczyć kawałek świata i żeby zarobić. Środowisko architektów zawsze wędrowało po świecie. W Polsce również przez wieki budowali Włosi, Holendrzy. Dzisiaj w dobie kryzysu nie wiadomo jak to będzie z tymi wyjazdami i nie wiadomo, czy wielu architektów nie będzie musiało wrócić z symbolicznej Irlandii.



I.K.: A jakie miejsca doświadczonemu architektowi wydają się szczególnie piękne i mądrze zaprojektowane?

K.K.: Może źle to zabrzmi, ale mnie szczególnie podoba się stara architektura lub ta, do której dodawane są nowe elementy. Oczywiście dodawane w sposób harmonijny, a nie zrzucane „spadochronowo”. Wzorcem tego mądrego dodawania jest właśnie Paryż, ale są też miasta, w których nic się nie zmienia, jak w Wenecji, i zachwycają swoją urodą. Lubię małe miasta włoskie Toskanii, jak Siena. Podoba mi się Barcelona i Toledo. Dwukrotnie byłem w Asyżu i myślę sobie, że poza Polską, którą bardzo lubię, właśnie tam mógłbym mieszkać. Cenię również miejsca, w których jest przewaga świetnej współczesnej architektury: Kopenhaga czy Finlandia. Ogólnie cała Skandynawia ma architekturę z wyższej półki. W ostatnim ćwierćwieczu ciekawą architekturę pokazała Hiszpania i Portugalia, a w Szwajcarii pojawił się niezwykle ciepły minimalizm, zupełnie inny niż minimalizm angielski.

I.K.: A za co tak bardzo Pan lubi przestrzeń Polski?

K.K.: Polska przestrzennie ma fantastyczne tło krajobrazowe, jeziora, morze, małe góry, duże góry, leniwą Wisłę. W naszym pejzażu nie ma gwałtowności. Mamy piękne miasta i miasteczka. Niestety ten krajobraz jest przez nas niszczony i w dodatku na to wszystko niestety zezwala prawo.

I.K.: Skąd czerpie Pan inspiracje do swojej pracy?

K.K.: Na pewno po części ze wspomnianych już wyjazdów. W końcu nic nie bierze się z powietrza. Ale dużo czerpię też z przeszłości, z której mądrze i świadomie należy korzystać.

I.K.: Jakie projekty wydają się Panu najbardziej interesujące?

K.K.: Dwa typy budownictwa w moim życiu zawodowym uważam za najciekawsze. Obydwa dotyczą sacrum. Po pierwsze sacrum jako miejsce związane z kultem religijnym, kaplica, kościół, założenie sakralne. Drugim rodzajem jest dla mnie sacrum domu, czyli dom jednorodzinny, pozwalający podczas projektowania na bezpośredni kontakt z klientem.

I.K.: A co z biurowcami? Ma Pan przecież na koncie kilka budowli o charakterze biurowym.

K.K.: Nasza pracownia nie specjalizuje się w tym temacie. Jeśli chodzi o grunt warszawski to nieporównanie wysoko stawiam pracownię Kuryłowiczów i JEMS. Rewelacyjnym budynkiem biurowym jest Agora, niezwykle piękna i przyjazna dla ludzi. Myślę, że w budownictwie biurowym również można osiągnąć sacrum miejsca pracy.

I.K.: Czy zgodne z corbusierowską zasadą, że dom powinien być „maszyną do mieszkania”, biuro powinno być „maszyną do pracy”?

K.K.: Hasło to było bardzo chwytliwe, jednak zupełnie się nie sprawdziło. Było też źle interpretowane. Bardzo cenię Corbusiera za jego eksperymenty, jednak on sam nie udowodnił, że dom jest „maszyną do mieszkania”. Uważam, że dom nie powinien być maszyną, a raczej jej zaprzeczeniem. To chyba biuro ma większe prawo stać się nią, tyle że pojęcie „maszyna” w XXI wieku nabiera zupełnie innego znaczenia.

I.K.: Co Pan myśli o współczesnych biurach typu open space?

K.K.: Zależy to od specyfiki danych użytkowników. Ale oczywiście biuro typu open space musi być tak zaprojektowane, by było jak najbardziej przyjazne dla ludzi. Mądrze zostało to rozwiązane we wspomnianej już Agorze, gdzie przestrzeń otwarta połączona jest meblowo z przestrzenią wydzieloną komórkowo. Większość biurowców robimy dziś bardzo elastycznie, przygotowujemy taką strukturę dla biura, by była jak najbardziej otwartą przestrzenią, poza pionami komunikacyjnymi i korytarzami, co wynika z prawa i bezpieczeństwa przeciwpożarowego. Dalsze podziały dokonywane są później, więc najważniejsze, by stworzyć taką przestrzeń, aby dało się nią dowolnie operować.

I.K.: W jaki sposób działać, by uprzyjemnić przestrzeń biurową?

K.K.: W przypadku biura widzę analogię do miasta. Mówię tu o różnorodności, która bardzo dobrze się sprawdza w przypadku miast. Potrzebujemy i zacieśnień i przestrzeni otwartych, które dałyby możliwość odpoczynku i zmiany otoczenia. Na pewno ważne jest też wprowadzenie odpowiedniego światła i zieleni, tak jak ma to miejsce w Agorze.

I.K.: Jak będą wyglądały biura przyszłości?

K.K.: Przyszłością biur będzie poszukiwanie zhumanizowania miejsca pracy. To nie będą komórki do pracy, gdzie przychodzi się na osiem godzin i patrzy na zegarek, by jak najszybciej stamtąd wyjść. Myślę, że będzie to połączenie miejsca pracy z prywatnym kącikiem i przestrzenią, gdzie można odpocząć, zrelaksować się. Praca w zawodzie architekta daje ten komfort, że czasem możemy pozwolić sobie na luz, na rozmowę, a kiedy jest to potrzebne aktywnie pracujemy do nocy. To oczywiście nie w każdej pracy może się sprawdzić, ale pewna harmonia pracy z wypoczynkiem, przebywanie w zgranym zespole ludzi jest bardzo ważne. Z myślą o tym powinna też być zaprojektowana architektura. Myślę, że w tym kierunku będzie się to rozwijać. Zresztą o tym nowym modelu miejsca pracy – zdrowym, ekonomicznym, połączonym z rekreacją, nie mówiąc o modelu pracy zdalnej, w domu – już się wiele mówi.

I.K.: Panie Profesorze, na co dzień wykłada Pan na Wydziale Architektury na Politechnice Warszawskiej. Jakie jest dziś spojrzenie młodych ludzi?

K.K.: Porównując dzisiejszych studentów z moją generacją, wydaje mi się, że mają oni te same marzenia, co my, czyli chcą jak najlepiej nauczyć się projektowania. Same zasady programu kształcenia niewiele się zmieniły, choć młodzi ludzie dziś uczą się trochę inaczej, dzięki nowym technikom, szybko docierającym informacjom, obyciu ze światem. Ta zmiana niesie oczywiście za sobą plusy i minusy. Komputer upraszcza pewne rzeczy, zmniejsza wysiłek intelektualny, ale poza tym daje „szumy”, czy pewne pozoracje, którymi studenci nieświadomie oszukują i prowadzących i samych siebie. Z drugiej strony zdecydowanie przyśpiesza proces projektowania i zaciera niedociągnięcia w widzeniu przestrzennym.

I.K.: Czy absolwenci Wydziału Architektury są gotowi na zmierzenie się z poważną architekturą?

K.K.: Zdecydowanie tak. Nasi studenci są dobrze przygotowani, co widać w poziomie i jakości dyplomów. Doskonale radzą sobie też w biurach projektowych w Polsce i na świecie.  

I.K.: Praca z młodymi ludźmi jest bardzo odpowiedzialnym zajęciem, cytując Witolda Cęckiewicza: Jeśli popełniasz błąd jako architekt, robisz to jednorazowo. Jeśli błędnie uczysz architektury, błąd zwielokrotniłeś ilością uczniów i przedłużyłeś o całe pokolenie. Czy nie ma Pan czasem obaw co do efektów swojej pracy?

K.K.: Oczywiście mam, ale myślę, że najważniejszą sprawą dla nauczyciela jest pasja i powołanie. To bardzo dużo daje, bo nie tylko sama wiedza ale i sposób przekazania mają szansę lepszego odbioru. Każdy odpowiedzialny nauczyciel musi mieć świadomość tego, że jego błąd może się zwielokrotnić.

I.K.: Pana zdaniem dobra architektura to…

K.K.: Zacznę od tego, co nie jest dla mnie dobrą architekturą, a za taką uważam architekturę, która na początku „krzyczy”, a potem właściwie przestaje być ważna. Choć oczywiście zdarzają się geniusze, u których ten krzyk przeradza się w jakość. Ja sam nie jestem ryzykantem i staram się tworzyć przestrzeń bezpieczną, która jest przyjazna w sposób trwały.

I.K.: Czy jest jakieś pytanie, które powinnam Panu zadać?

K.K.: Być może pytanie dotyczące wyboru zawodu, na które ja odpowiem oczywiście twierdząco. O tym, że będę architektem zdecydowałem się już w szkole podstawowej, mimo że nie miałem żadnego architekta w rodzinie –  udało się. To był wybór wewnętrzny, wiedziałem, że chcę to robić. Dziś, patrząc z perspektywy czasu, jestem zadowolony z tego wyboru. A to jest bardzo ważne dla harmonijnego życia.

Konrad KUCZA-KUCZYŃSKI
Ur. 2.01.1941 w Czerwonym Dworze k./Wilna. Studia na Wydziale Architektury PW  1964, dyplom u prof. B. Pniewskiego. Od 1969 praktyka projektowa architektoniczna, od 1976 w zespole autorskim z A. Miklaszewskim, od 1992 w pracowni autorskiej ATELIER 2 Kucza-Kuczyński, Miklaszewski. Od 1980 równolegle działalność dydaktyczna i naukowa; 1992 profesor nadzwyczajny Politechniki Warszawskiej, profesor tytularny 1999, w latach 1990-94 dziekan Wydziału Architektury. Członek SARP od 1965, laureat Honorowej Nagrody SARP 1995, 30 nagród i wyróżnień w konkursach architektonicznych i urbanistycznych, m.in. I nagroda na Muzeum Powstania Warszawskiego 1986, wskazanie do realizacji w konkursie na Pomnik Armii Krajowej w 1993, I nagroda na Centrum Siedlec w 1994, I wyróżnienie w konkursie na Świątynię Opatrzności 2000.

Ważniejsze realizacje: Biblioteka UMK w Toruniu, Ośrodek Radioastronomii UMK w Piwnicach k./Torunia, zespół mieszkaniowy „Hoża 43/49" i budynek mieszkalny „Hoża-bis" w Warszawie, zespół Ośrodka PAN w Wierzbie k./Rucianego, wille w Skolimowie i Warszawie, kościoły w Warszawie, Łomży, Siedlcach, Milanówku, Szymanowie, Piszu i Wiartlu, sala zgromadzeń na Jasnej Górze, modernizacja Katedry Polowej Wojska Polskiego w Warszawie.

Publikacje: książka Czwarty wymiar architektury miasta, album Nowe kościoły w Polsce (z A. Mroczkiem – fotografie), Warsztat architektoniczny jako funkcja etyki zawodowej, Zawód - architekt, oraz od roku 1970 około 200 artykułów i esejów publicystycznych i naukowych (Kultura", „Przegląd Powszechny", „Znak", "Architektura Murator", „Dom i wnętrze", "Magazyn Budowlany", „Architekt").

Wystawy prac graficznych i rysunków od 1963: w Warszawie Krakowie, Łodzi, Wrocławiu, Kazimierzu n/Wisłą, Perpignan oraz udział w wystawach zbiorowych w Polsce, Niemczech, USA. Udział w autorskiej ekspozycji na Biennale Architektury w Wenecji, Biennale Architektury Sakralnej w Wenecji, wystawie prac architektów polskich w Berlinie.
Członek Komitetu Architektury i Urbanistyki PAN, członek Komisji Artystyczno-Architektonicznej  Kurii  Warszawskiej, dyrektor Programu Roboczego Międzynarodowej Unii Architektów „Miejsca Kultu" (1994-99).

Dodaj komentarz

Autor *
E-mail
Komentarz *
Dodaj 2 do 2 *